top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 5 dni temu
  • 1 minut(y) czytania

Mówię, że potrzebuję ten słoik z okiem, ale nie chcą mnie słuchać, jak gdyby teraz, gdy je usunęli nie należało już do mnie.


Mówię, że to było te lepsze, że bez niego nawet do drzwi wejściowych nie trafię.

Wymieniają spojrzenia, myślą, że mi odbija, przekonują, że w szpitalu mogę uzyskać pomoc psychologa.


Chcę moje oko - powtarzam.


Doktor kładzie dłoń na moim ramieniu, do mojej żony szczerzy współczujący uśmiech. Strzelam go w pysk. Z liścia.


Z tyłu chwyta mnie dwóch sanitariuszy, jeden, chyba niedoświadczony łapie w pasie, ruchem głowy łamie mu nos, słyszę trzask, wszyscy słyszeli.


Ładują mnie na wózek, wbijają igłę, nie patyczkują się. Nie ma co.


Przez cały ten czas jeden z doktorów, ten który miał szczęście i w pysk nie dostał, w dłoniach trzyma słoiczek z moim okiem zanurzonym w roztworze formaliny, wiem bo kiedyś w takim topiłem robale.

Zabierają mnie w przeciwnym kierunku, widzę siebie oddalającego się na wózku. Widzę, jak moja żona idzie obok. Zastanawiam się na jak długo starczy jej siły.


Doktor podniosł słoiczek i wpatruje się w moje oko. Ma niebieskie, zmęczone oczy, zmarszczki pod nimi i długie rude rzęsy nad. Coś mówi.

Idiota, przecież nie słyszę.


Kilka tygodni później siedzę na balkonie i piję herbatę, zieloną, na uspokojenie. Moim skradzionym okiem widzę inne skradzione oczy pływające w słoikach.

Boli mnie nadal i to jest najgorsze.

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page