- Kamil Polka
- 7 cze 2025
- 3 minut(y) czytania
Bogna była tak wściekła, że Warszawa tej nocy była szczególnie niebezpieczna. Wspólnie, z jedynie odrobinę mniej wściekłym Borysem, oraz ich przyjacielem Alexem przemierzali ulice stolicy w poszukiwaniu przygód. To, że przygody te polegały na wbijaniu ostrych zębów w miękkie ludzkie ciała to już inna sprawa.
Potencjalnych ofiar było jak w ulu os. Całkiem przypadkowo wyszło, że akurat ta noc była pierwszą po ogłoszeniu wyników prezydenckich, ulice pełne były z jednej strony naiwniaków liczących na poprawę ich życia, a z drugiej strony pechowców zapijających smutki.
Cała trójka o polityce miała tyle pojęcia, co ksiądz o małżeństwie, dlatego nie wiedzieli zupełnie o co chodzi tym wszystkim ludziom wrzeszczącym w pijackim uniesieniu.
- Czy ten Alexander był takim wampirzym prezydentem.- zapytał niespodziewanie Alex siedząc z tyłu ich czarnego BMW schowany za przyciemnianymi szybami.
- Raczej królem.- odpowiedział Borys wpatrzony w zataczającą się długonogą blondynkę idącą samotnie w stronę metra.
- Czy to znaczy, że wy jesteście tak jakby dziedzicami tronu?
Bogna zerknęła na Borysa czekając na to co powie, zastanawiało ją czy już mu to przyszło do głowy, a jego reakcja wskazywała na to, że tak właśnie było.
- Nie wiadomo.- odpowiedział Borys, chwilę przed tym zanim wyskoczył z auta w kierunku blondynki zbliżającej się do schodów prowadzących na stację.
W aucie pozostał tylko Alex i zamyślona Bogna. Alex był podniecony tą sprawą bardziej od przyjaciół i wyglądał jak chłopiec z domu dziecka szykujący się na przeprowadzkę do rodziny adopcyjnej. Bogna natomiast sama nie wiedziała na co jest wściekła, czy na tatusia, który ich zostawił zupełnie jak ci bydlacy co zostawiają małe szczeniaki zamknięte szczelnie w czarne worki w lesie, albo na Władimira, który nie miał odwagi jej powiedzieć prawdy.
Teraz jednak, dostrzegając wielkiego faceta zbliżającego się do tych samych schodów na które przed chwilą wbiegł Borys, wyskoczyła z auta niczym Dominic Toretto i jak błyskawica ruszała za nim.
- No i zostałem sam.- powiedział Alex do pustego wnętrza samochodu.
Nie pozostało mu nic innego jak wyciągnąć telefon i na tik toku oglądać bzdury jakie pojawiają się na temat wyborów, słodkich psiaków czekających na swoich właścicieli, albo brutalnych akcji policji w USA.
Gdy już myślał, że pół nocy przyjdzie mu oglądać zmontowane przez kreatywnych obywateli krótkie filmy przedstawiające walkę bokserską Trzaskowskiego z Nawrockim, w których prezydent Warszawy po świetnych pierwszych rundach, wygrywając na punkty zostaje znokautowany w ostatniej, niczym Berbick przez Tysona, do auta zajmując miejsca z przodu wsiadło dwóch ubranych w kominiarki mężczyzn.
- Panowie, ja tu jestem.- odparł siedzący z tyłu Alex.
Obaj zamaskowani panowie odwrócili się tak gwałtownie, że zderzyli się głowami, a przed ich oczami najprawdopodobniej pojawiły się gwiazdki. Jeden z nich wycelował pistolet wprost w głowę Alexa, drugi, ten na miejscu pasażera w prawej ręce ściskał nerwowo nóż.
Pistolet go nie martwił, a nóż rozśmieszył.
- Wyłaź frajerze!- powiedział ten z nożem.
- Albo odstrzelę ci ryj!- wtrącił się ten z pistoletem.
Alex pomyślał jakim fantastycznym miejscem jest Warszawa, tyle się w niej dzieje i w ogóle nie można się tam nudzić. Kiedyś jako dziecko, marzył żeby tata i mama zabrali go do wesołego miasteczka, oni jednak woleli chlać na umór nie zwracając na niego uwagi, nawet krzyczeć na niego nie mogli pochłonięci całkowicie przez alkościerwo, teraz trafił na wielki plac zabaw jakim jest stolica, a obcy ludzie sami chcą się z nim bawić.
Odsłonił ostre i długie zęby, przy których nóż pana po prawej wyglądał jak ten z plastikowego zestawu dla dzieci. Obaj mężczyźni zastygli w bezruchu, a ich oczy lada chwila wystrzelą z przerażenia przez małe otwory w kominiarce.
Pięć sekund później w ich ciała wbijały się trzy zestawy zębów.

Komentarze