- Kamil Polka
- 25 maj 2025
- 2 minut(y) czytania
To nie w świecie ludzi istnieją wampiry, a w świecie wampirów istnieją ludzie. Do takiego wniosku doszli dwaj policjanci siedzący po raz kolejny w wielkim jak sala gimnastyczna biurze. Nerwowo kręcili się w obitych czarną skórą fotelach, Marek zastanawiał się czy możliwe jest zrobienie takiego wypoczynkowego cudy z ludzkiej skóry i czy ich gospodarze takimi rzeczami się w ogóle zajmują.
- W sumie to zwierzęta nie bawią się jedzeniem, co nie?- powiedział do zamyślonego w fotelu obok Tomka.
Ten spojrzał na niego jak na wariata, kompletnie nie wiedział o co temu czubkowi chodzi.
- Co?- zapytał najprościej jak mu przyszło do głowy Tomek.
- Te fotele są skórzane, zastanawiałem się z czyjej skóry.
- Ty masz ipi, wiesz?- powiedział znowu Tomek, jednak nie obchodziło go wcale, a wcale, czy jego partner jest tego świadom.
Minęła jednak chwila i wstał z fotela jakby go parzył, jakby myśl rzucona przez kolegę wcale nie była taka idiotyczna, zważywszy na miejsce w jakim się znajdują.
Marek siedział dalej nie przejmując się zupełnie.
- Zdajesz sobie sprawę, że idąc twoim tokiem myślenia, trochę kijowym, ale jednak, istnieje możliwość, że siedzisz teraz komuś na kolanach.- powiedział Tomek stojąc z założonymi na piersi rękoma niczym surowy trener nad robiącym pompki podopiecznym.
Ta myśl dotarła, a pomyślał nawet Marek, że myśl o siedzeniu na kolanach spoconego wielkiego faceta dotarłaby do każdego, na pewno do każdego ministranta. Zaśmiał się ze swojego kawału i miał wielką ochotę podzielić się nim z Tomkiem ten jednak pokiwał gwałtownie głową i wyciągnął rękę na znak, że nie chce tego słyszeć czymkolwiek jest to gówno, które wpadło mu do łba.
Do sali swobodnym, dostojnym wręcz krokiem wkroczyli dwaj ubrani, co zdziwiło obu funkcjonariuszy, w dresy marki adidas mężczyźni. Szli wolno, jakby za swego ludzkiego życia byli modelami, a wybieg był ich drugim domem. Jedynie te dresy, pomyślał Tomek.
Gdy stanęli na przeciwko, ten większy, blondyn z ukazującymi się długimi i błyszczącymi zębami, gdy otwierał różowe usta wskazał na dwa czarne fotele.
- Nie są wygodne?- zapytał i usiadł, żeby samemu się przekonać.
Na bank był ministrantem, pomyślał Marek uchwycony swego kawału jak alkoholik butelki, wyrzucenie go z głowy było teraz jego priorytetem i nie da mu spokoju, aż tego nie zrobi.
- Siedzisz teraz komuś na kolanach!- powiedział i wybuchnął śmiechem, a echo odbijało się od wysokich ścian i wracało do nich jak piłka w klatce do squasha.
Wysoki blondyn siedzący na fotelu nawet się zaśmiał, drugi niższy brunet, albo kawału nie zrozumiał, albo ten był dla niego zwyczajnie kiepski.
- Zdecydowaliście?- zapytał blondyn, Marek i Tomek nie musieli być mózgowcami, żeby wiedzieć kto z tej dwójki jest wyżej w hierarchii.
- Zdecydowaliśmy, powiedzieli jednogłośnie.

Komentarze