top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 28 cze 2025
  • 2 minut(y) czytania

Wielki Alexander, król wszystkich wampirów, władca ciemności, pan zwierząt nocy, mniej znany, lecz groźniejszy od swojego starego druha Draca, śledził poczynania swoich niesfornych sługów, jak nazywał każdego wampira jaki istniał, z wielkim zdziwieniem. Zaskakiwał go brak szacunku dla starych tradycji, chęć bycia wolnym wampirem.


Wolny wampir? Co to właściwie znaczy? Czym miałby się zajmować taki pozostawiony sam sobie krwiopijca? Grałby na wiolonczeli, akordeonie, a może zostałby śpiewakiem operowym? Czym stał się świat przez te prawie sto lat, gdy mnie nie było?


Za każdym razem wbijając kły w czyjąś szyję, wchłaniał też wspomnienia, myśli, a nawet marzenia swych ofiar. Wiedział dokładnie co zrobili i co zamierzają zrobić i …żadne z nich nie zasługiwało na życie. Byli zepsuci do szpiku kości, ich krew smakowała inaczej, gorzej, była bez wyrazu, czasami mógł nawet wyczuć odrażający zapach toksyn jakimi karmili swoje ciała.


Przez sto lat świat gnił, psuł się niczym pozostawione na słońcu mięso i śmierdział jak one. Podejrzewał, że kolejne sto lat doprowadzi do całkowitego rozpadu; ziemia jako planeta zamieni się w wielki okrągły kawał spleśniałego, pokrytego wijącymi się robalami mięcha.


Ludzie przez prawie sto lat zaczęli domagać się wolności i swobody wyboru i do czego to doprowadziło? Zastanawiał się siedząc na wielkim tronie, stukając szponiastymi pazurami w drewniane oparcia zostawiajac na nich prawie niewidzialne ślady.


Ludzie się kończą, a wampiry chcą iść tą samą drogą niczym bezdomny i głodny pies za swym panem. Skaczą zaślepieni w płomienie tego samego ognia w którym człowiek już płonie i z którego nie może się wydostać.


Ja, wielki Alexander, pan i władca wampirzego świata obudziłem się, by nie zgnić razem z nim, wstałem z ziemi, aby wampiry zjednoczyły się pod moim dowództwem i zepchnęły szkodnika jakim jest człowiek w otchłań piekieł, gdzie czeka ich jedynie zapach palonego ciała i krzyki palonych żywcem umarłych.


Patrząc na swoich poddanych mieszkających razem z nim w zamku miechowickim dostrzegał jedynie głupotę w ich oczach; nie probował im tłumaczyć czegoś, czego nie byliby w stanie zrozumieć, nawet gdyby wyrył im to dłutem sam Michał Anioł wewnątrz czaszki. Jaki człowiek, taki wampir, pomyślał z obrzydzeniem.


Nie to było jego planem, nie spodziewał się tego, tak jak człowiek się nie spodziewa kładąc się wieczorem w swoim wygodnym łóżku, że rano po przebudzeniu świat dookoła będzie wyglądał całkowicie inaczej, a on zmuszony będzie walczyć o przetrwanie jak dziki kot w amazońskiej dżungli.


- Juri! - powiedział do stojącego obok niego sługi.

- Pojedziesz do stolicy! Opowiesz im to, co Ci pokazałem, pokażesz  jeżeli będzie to konieczne.

- Tak jest panie!

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page