- Kamil Polka
- 17 maj 2025
- 2 minut(y) czytania
Patrzył na olbrzymią postać siedzącą na tym samym tronie na którym wcześniej, dzień w dzień i noc w noc przesiadywał Władimir.
Nie był zwyczajnym wampirem, jakimś tam bezdomnym z ulicy przez przypadek przemienionym przez nieudolnego krwiopijcę.
Zostałem wybrany przez swego pana, wyróżniony z tłumu, powtarzał sobie jak mantrę.
Tak jak jego najbliżsi przyjaciele, wiernie służył Władimirowi. Jeżeli, kiedykolwiek pojawiało się jakieś zagrożenie, było tak szybko zwalczane, że szkoda było o nim rozmawiać. Więc, ze swoim panem rozmawiał o starych wojnach, wojnach między wampirami, ale też wojnach ludzi. Były ciekawszym materiałem do rozmowy od zwykłego buntu kilku wampirów nie potrafiących nawet upolować kulawego staruszka w ciemnym parku. Podczas tych rozmów Władimir siedział na tym właśnie tronie, a on wolny, a nie skuty łańcuchami siedział obok zaszczycony niczym rycerz w dawnych czasach podczas służby swojemu królowi.
- Wiem o czym myślisz Juri!- powiedział Alexander nie podnosząc nawet głowy skrywając ją za szerokim kapturem.
Jego głos jest stary i słaby, zapewne taki sam jaki miałby stary schorowany człowiek leżący w szpitalu i czekający na śmierć, pomyślał skrępowany łańcuchami Juri.
- Myślisz, że jesteś wyjątkowy.- starzec zrobił przerwę, jakby chciał złapać oddech.- Wszyscy myślicie, że jesteście wyjątkowi.- znowu zrobił przerwę, tym razem dłuższą, Juri przypuszczał, że walka tak go wykończyła, byłby teraz idealnym celem, słaby i stary. Jednak jeszcze przed chwilą nie był słaby, był najsilniejszym stworzeniem jakie kiedykolwiek widziałem, doszedł do wniosku.
Łańcuchy z każdej strony trzymali zdrajcy, ci których miałem wytępić jak szczury, zawiodłem pomyślał.
Za nimi, bliżej drzwi wejściowy stała reszta, nie wiedział, czy byli wśród nich tacy, którym mógł ufać. Na pewno widział w ich oczach strach, strach wywołany szalonym atakiem Alexandra. Strach ten przeciągał ich na stronę tego stwora, jestem tego pewien.
Stał jednak tak prosto i tak dumnie jak był tylko w stanie w obecnej sytuacji. Czujnie wpatrywał się w czarną otchłań pod kapturem skrywającym obrzydliwe oblicze Alexandra.
Nie widział go wcale, a jedynie ze słów zdrajców dowiedział się, że nie przypomina w ogóle jakiegokolwiek wampira z jakim mieli styczność.
- Nie chcesz ze mną rozmawiać?- zapytała postać na tronie.
- Ależ chcę, jednak nie mówisz nic ciekawego, poza tym nie wiem z kim rozmawiam. Opuść kaptur.- powiedział Juri zaczepnie.
Starzec milczał, cała sala niczym widownia w teatrze wpatrywała się w niego zniecierpliwiona i ciekawa.
Juri usłyszał cichy śmiech, jakby nie wampir, a mucha zaśmiała się schowana za słupem. Alexander wyskoczył, jakby tron go parzył w kierunku śmiejącego się idioty, chwycił go jedną ręką za kark i podniosł do góry, tak wysoko, że jego głowa uderzyła w kryształowy żyrandol sprowadzany przez Władimira z Francji, drugą ręką chwycił go w pasie prawie go obejmując. Krople krwi doleciały nawet do stojącego w łańcuchach dziesięć metrów Jurija ochlapując mu twarz.
Gdy krew ściekła z twarzy i mógł wszystko wyraźnie dostrzec jego oczom ukazał się Alexander z opuszczonym kapturem stojący nad nim niczym grecki kolos z szeroko otwartym pyskiem ukazującym ostre jak u rekina zęby.
Nawet w tej chwili nie opuszczała go duma i odwaga, a w ostatniej sekundzie swego istnienia przypomniała mu się kobieta, która najprawdopodobniej była jego żoną, gdy był jeszcze człowiekiem.

Komentarze