- Kamil Polka
- 27 wrz 2025
- 2 minut(y) czytania
Jeżeli ktoś spodziewał się gwałtownego ataku krwiopijców, natychmiastowego stłamszenia i podporządkowania sobie gatunku ludzkiego, sprowadzenia ich do roli dawców krwi, mylił się niebywale. Wojna pomiędzy ludźmi i wampirami nie różni się niczym od jakiejkolwiek innej batalii. Każdy chce ugrać coś dla siebie, każdy ma inny pomysł na prowadzenie rozgrywki. Wszyscy widzą siebie w roli tego, który w przyszłości miałby wieść prym nad podbitymi ziemiami.
Aleksander miał nadzieję na przeciągnięcie na swoją stronę Borysa i Bognę. Co by nie było, była to jego krew, powinni oni być po jego prawicy i lewicy niczym dwa gotowe umrzeć za swojego pana tresowane drapieżniki.
Rodzeństwo widziało to zgoła inaczej, może i żyli już prawie sto lat i gdzieś tam w zakamarkach pamięci utkwiły im zasady jakie obowiązywały od lat pięćdziesiątych XX wieku do początku nowego stulecia. Jednak czuli się zupełnie dziećmi XXI. Co za tym idzie, byli zwolennikami wolności w pełnej okazałości. Po wygraniu wojny planowali odłączyć się od reszty rasy i żyć po swojemu.
Sytuacja z Emilem i Władimirem wraz z jego lojalnymi towarzyszami wyglądała podobnie. Rozumieli oni cel jaki mieli do osiągnięcia, ale po wszystkim jedyne czego pragnęli to żyć tak jak dotychczas. Tworząc swoje własne klany.
Wizja świata jaką wszystkim przedstawił Aleksander była jasna jak słońce. Koniec jest bliski i jedynie przejmując kontrolę można temu zapobiec.
Różnica polegała właśnie na tym, że wszyscy z wyjątkiem króla Aleksandra zadowoliliby się jakąś częścią podbitych terenów, by żyć w spokoju, po wampirzemu.
Aleksander za żadne skarby świata nie wyobrażał sobie stać w jednym szeregu z kimkolwiek. Już samo przebywanie w jednym pomieszczeniu podczas niedawnego zgromadzenia wywoływało w nim poczucie wstrętu i hańby.
- Czterysta lat temu klęczeli by przede mną niczym egipscy niewolnicy prosząc o krople krwi z mojego kielicha! - wrzeszczał do swoich nowych poddanych, a oni chłonęli te jego nauki i gotowali się do chwili, gdy pozwoli im rzucić się na inne klany.
Za chwilę nastanie ciemność, czas łowów. Żołnierze wszystkich klanów ruszą na posiłek sprowadzając do swoich kwater coraz to wiekszą ilość świeżej krwi. Lada chwila.

Komentarze