- Kamil Polka
- 10 maj 2025
- 4 minut(y) czytania
Byli jednymi z nielicznych ludzi wiedzących o istnieniu wampirów, ba, nawet byli świadkami ataku jakiegoś wyciągniętego z tych starych opowieści o krwiopijcach, przerażającego stworzenia w długim płaszczu zdecydowanie z innej epoki, z długimi pazurami, które jak widzieli z daleka bez problemu rozcinały tętnice szyjne wampirów zamieszkałych w zameczku, który nie tak dawno temu obserwowali.
- Ja pierdziele, jak w Bladzie!! Spadajmy stąd!- wrzeszczał wtedy blady, jakby wykitował Marek.
Tomek nie miał zamiaru dłużej się wpatrywać w widowisko pełne lejącej się krwi, tryskającej na wszystkie strony. Nacisnął szybko na pedał gazu i dając po piskach ulotnili się jakby uciekali przed śmiercią. W istocie tak właśnie czuli.
- Chyba uszliśmy z życiem co?- Tomek wypowiedział te słowa dopiero, gdy zatrzymał auto na jakiejś wsi daleko poza Bytomiem.
- Aha.- wyahał Marek.
Było to całkiem traumatyczne przeżycie, jakby nie było. Na tyle traumatyczne, że obaj przez następne kilka dni mieli ten sam sen, jakby się na niego umówili. Byli partnerami nawet we śnie.
W śnie tym widzieli dokładnie to samo co tamtej nocy. Wysokiego na dwa metry, ubranego w czarny uszyty pewnie przez krawca w Transylwanii w XV w. płaszcz z czerwoną podszewką. Jego twarz była tak pomarszczona jak kot rasy sfinks. Jednak z czerwonymi oczami i żyłami zmieniającymi kolor, gdy owy stwór pił krew zabijanych wampirów, był trochę straszniejszy od kota. Większość uciekała, niektórzy klękali, ci co chcieli walczyć padali pocięci szponami jak ofiary Wolverina. Zresztą to samo spotkało kilku klęczących. Wszędzie krew. Rynsztokiem leciała jak woda deszczowa po ulewie. Scena jak z Blade'a w dyskotece. Jednak na końcu, w chwili, gdy oni w rzeczywistości uciekli z piskiem, auto odmawia im posłuszeństwa. Coś nie kręci, coś nie śmiga. Może rozrusznik, może akumulator, a może brak paliwa. Nie ważne. Ważne, że samochód nie działa, a zło w czarnym płaszczu odwraca w ich kierunku coś co nawet w halloween byłoby zbyt straszne, żeby to sprzedawać. Czerwone oczy wpatrują się w nich, a nie widać w nich zła. One się śmieją co jest jeszcze bardziej przerażające. Te oczy i zęby, nie takie jak u innych wampirów, których można spotkać nocą w dyskotece. Te były jak u piranii, tylko dłuższe i ociekające ciemną krwią. Uśmiecha się i idzie w ich kierunku. A oni nie mogą się ruszyć. Jest to jeden z tych stanów, gdy podczas koszmaru probujesz krzyczeć i ruszyć się, a nie możesz, jakbyś był uwięziony w swoim ciele.
- Czuję się wtedy jakbym był sparaliżowany i leżąc w łóżku czekał na idąca w moją stronę pielęgniarkę ze strzykawką wielką jak pistolet do silikonu i igłą długą jak strzała do kuszy.- powiedział później Marek do Tomka, gdy przy piwie w barze opowiadali sobie o snach.
- Dziwne porównanie.- odpowiedział Tomek unosząc wielki kufel piwa do ust.
- Pamiętasz jak opowiadałem Ci o tej dziewczynie z którą próbowali mnie zeswatać znajomi?
- Nic się nie zmieniło. Dalej nie wierzę, że masz znajomych.
- No nie ważne, ważne, że powiedziałem im, że z takim wielorybem to ja się nie mam zamiaru umówić. Okazało się, że ten wieloryb jest pielęgniarką w szpitalu.
- Uuuu to lepiej, żebyś serio na nią nie trafił. W jakim szpitalu pracuje?- zapytał Tomasz.
Marek zmrużył oczy i przyglądał się koledze próbując odczytać znaczenie tego pytania. Postanowił skłamać.
- Na Batorego.- rzucił podnosząc swój kufel.
Dziś pierwszy raz mieli się pojawić na komisariacie policji w Warszawie. Taki rozkaz przynajmniej przekazał im ich dotychczasowy dowódca. Albo obecny. W sumie nawet nie wiedzieli dokładnie dla kogo pracują.
Dzień po tym jak Tomek podczas rozmowy telefonicznej opowiedział o tym czego byli świadkami zostali wezwani na dywanik. Oczywiście pewni kolejnego opieprzu, nagany, czy mordobicia. Okazało się jednak, że zostali oddelegowani do Warszawy. Ulokowani w luksusowym hotelu niedaleko parku. Cały komisariat w szoku. Głupi i głupszy, największe ofermy w historii policji biorą udział w tajemniczej misji.
Teraz wbici w fotele przydzielonego im czarnego bmw, schowani za przyciemnianymi szybami czuli się jakby wampir ze snu nie był najgorszym co może ich dosięgnąć. Nie wiedzieli czego się spodziewać.
- Wiesz co?- Tomek usłyszał jedynie aha, więc kontynuował dalej - w jakich my ciekawych czasach żyjemy, że spotkanie z potworem wyciągniętym z książki o wampirach nie przeraża już nas tak jak spotkanie z nieznajomym przełożonym, dziwne to jest. Co nie?
- Myślę, że masz ipi.-jednak w głowie Tomka pojawiła się dziwna myśl, tak dziwna, że, aż bardzo dziwna.
- A jeżeli nasi nowi tajemniczy przełożeni zamiast wina piją krew?
Nastała kompletna cisza. BMW było przodem zaparkowane w kierunku oszklonego dwupiętrowego budynku, który rzekomo miał być komisariatem policji. Wpatrywali się w niego nie wypowiadając ani słowa przez prawię godzinę. Przerażenie całkowicie ich sparaliżowało i dopiero, gdy ktoś zapukał w szybę od strony kierowcy ocknęli się z transu.
Był środek nocy. Warszawa. Rok 2025. Wiosna. Ciepło. Studenci opuszczali zatłoczone nawet o tej porze lokale i kluby w samotności. Mieli dość. Następnego dnia czekały ich kolejne nudne zajęcia na uczelni. Wypicie jeszcze jednego drinka mogłoby ich zabić. Więc wracali nocą oświetloną ulicznymi pięknymi latarniami jedynie czasami wchodząc w mrok, gdy jakaś nie działała, albo po prostu jej nie było.
I wchodzili w ten mrok czując, że nie powinni tego robić.

Komentarze