- Kamil Polka
- 9 lis 2025
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 16 lis 2025
Do ostatniej chwili miał wątpliwości, głos w jego głowie twierdził, że to jest złe, okrutne, wyjątkowo nieludzkie, nawet jak na wampira. Nie mógł się jednak wycofać, nie teraz; powrót z niczym przed oblicze Aleksandra oznaczałby dla niego śmierć, raczej powolną.
Towarzyszki króla ucieszyłyby się z takiej maskotki, gdyby ten wskazał na niego palcem, mówiąc - Jest wasz! Wbiłyby one swoje ostre zęby w jego ciało, rozszarpując je, jak on udko kurczaka dawno temu. Zawsze o tym myślą, gdy stoi w ich pobliżu, jest tego pewien.
Zasnęli obaj, szkoda, wyczuliby zagrożenie gdyby byli trzeźwi, pewnie chcieliby walczyć, walczyć o życie, szarpaliby się nie wiedząc jaki to bezsens. Teraz byli bezradni, jak śpiące owce na pastwisku otoczone przez watahę wilków. Gdyby walczyli, mógłby wmawiać sobie, że nie miał wyjścia, że bronił się tylko.
Okazało się, że są przyjaciółmi, kolegami. Zanim zasnęli poinformowali go o tym, chyba specjalnie. Mogli jeszcze dodać - a teraz rób co masz robić.
I nie wiedział.
Teraz sprawa byłaby banalnie prosta, mógł przemienić któregokolwiek z nich, wybrać losowo. Nawet by się nie zorientował. Ani jeden ani drugi.
Ale co potem? Stanie dwóch takich przed Aleksandrem, żeby mu zapewnić rozrywkę. Dwóch przyjaciół, jeden wampir, drugi nie.
Pragnienie będzie tak silne, że świeżak się nie powstrzyma, rzuci się na kolegę bez mrugnięcia okiem, bez zastanowienia, pchany, nową niepohamowaną siłą. A drugi? Ten bezradnie, do ostatniej chwili będzie może myślał, że kumpel chce go uściskać; jakby nie widzieli się całe wieki, jakby składali sobie życzenia noworoczne, albo jak gdyby jednemu z nich urodziło się dziecko. Chłopiec, a na imię będzie miał dane jak ten drugi, jak kolega, Tomek albo Marek.
W co ja się wpakowałem? Zastanawiał się, a do bramy zamku zostały zaledwie dwa kilometry, dwa kilometry na podjęcie decyzji, dwa kilometry, które będą mu ciążyć do końca wampirzych dni. Czy istnieją jacyś wampirzy psychologowie? Przypomniał mu się Lucyfer; on chodził do pani psycholog. Ale to jest tylko serial. Chyba. A jeżeli wcale nie?
W dzień nie wychodził, normalne, wampiry to nocne stwory, wiedział jednak z internetu jak mocno wtedy zakorkowana jest ta droga. Dlaczego nie teraz?
Dało się już widzieć skręt, zły skręt, a tam po kilku metrach wielka brama, czeka, żeby go pochłonąć.
Jeden wierzgał, coś mamrotał przez sen, chyba o wampirach, albo mu się tylko zdawało, niezrozumiałe takie, może jakiś film mu się we śnie przypomniał. Ten z Bradem Pittem i Cruisem, Tomem Cruisem. Albo Zmierzch, o dobrych wampirach.
Nie chcę być złym wampirem, wleciało mu do głowy, na ratunek. Koło rzucone przez los, albo przez śpiącego pijaczka, Marka albo Tomka.
Stanął, na awaryjnych, jakieś dwadzieścia metrów od zjazdu do zamku, jakiegoś warszawskiego opuszczonego starego pałacu, pełno tu takich. Czekają na odnowienie, na remont, albo na zgraję wampirów, nowych domowników. Albo starych, jakoś nie wyobrażał sobie, żeby człowiek mógł w czymś takim mieszkać. Raczej od zawsze zamki zamieszkiwane były tylko przez wampiry, wampirzych królów i ich świty.
Stanęło jakieś auto za nim, na długich, nie był w stanie zobaczyć ani tablicy, ani marki, ani nawet czy ktoś idzie w jego stronę.
A szedł, powoli, od strony kierowcy.

Komentarze