top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 12 sty 2025
  • 4 minut(y) czytania

Kiedy zobaczył jej twarz, coś poczuł, nie miał pojęcia co to było, nie potrafił nazwać tego uczucia, było to uczucie, którego nigdy wcześniej nie doświadczył. Coś jakby w środku, w jego wnętrzu się poruszyło, jakby jego dusza się zbudziła z bardzo długiego snu, jakby serce zaczęło pracować od nowa. Od tego czasu, a minęło zaledwie pięć dni, bez przerwy o niej myśli.

Kim jest ta wampirzyca, która sprawiła, że czuję się tak jak się czuję? Kim ona jest i kim ja jestem? - zastanawiał się Borys.

Borys przez ponad sto lat szuka swojego miejsca na świecie. Nic o sobie nie wie, jedyne co pamięta, to, że ma na imię Borys. W zasadzie to nie pamięta, to są sny, a w nich ktoś zwraca się do niego tym imieniem. To wszystko co wie o sobie.

Przez te ponad sto lat spotykał różne grupy wampirów, ale nigdy nie czuł się wśród nich dobrze, zawsze coś sprawiało, że tak szybko jak się pojawiał w grupie, tak szybko też z niej znikał. Może pomogłaby wiedza o tym czego powinien szukać, wiedza o tym skąd jest. Borys nic nie wiedział. Kompletna pustka.

Teraz pojawiła się jakaś iskierka, jakieś coś i on od kilku dni nie robi nic, jak tylko poluje i myśli.

Miasto to jest idealne dla takiego wampira jak on. W nocy zawsze znajdzie się ktoś kto samotnie przemieszcza ulice lub siedzi na ławce w parku. Idealny teren łowiecki - powiedział pierwszej nocy.

Zamieszkuje ostatnie piętro kamienicy przy ul. Wrocławskiej, na przeciwko parku. On nie ma pojęcia kto mieszka niżej, a Ci z niższych pięter nie mają pojęcia kto mieszka na ostatnim piętrze. Nikt się nim nie interesuje, nie wzbudza żadnych podejrzeń. Kamienica należy do niego, kupił ją z własnych, zarobionych uczciwą pracą pieniędzy. Internet stwarza mnóstwo możliwości wszystkim, także wampirom i on doskonale zdawał sobie z tego sprawę i doskonale potrafił to wykorzystywać.

Od chwili gdy się spotkali jeszcze dwa razy polował w Parku Miechowickim, z nadzieją, że może się znowu spotkają, że może będą mogli porozmawiać - cokolwiek.

Tej nocy miał być kolejny raz, ale nawet jeśli do tego nie dojdzie, to nic - jestem cierpliwy, będę czekał - postanowił.



Kończy się kara dla Bogny, kara za polowanie bez zgody swojego pana i władcy, wielkiego Władimira, jak kpiąco go nazywała. Bogna nie okazywała mu żadnego szacunku, prawie wcale go nie słuchała.

Nie będę podwładną kogoś kto sam siebie ogłosił dowódcą - mówiła sama do siebie

Mimo wszystko musiała być rozsądna, były jeszcze inne wampiry, które z nieznanych jej powodów wiernie mu służą i jeżeli tylko Władimir rozkazałby rozszarpać ją na strzępy, zrobiliby to z radością.

Karę dostała za bezmyślny, niezaplanowany atak, za zabicie przypadkowej osoby. Nie rozumiała tego, nie rozumiała tych zasad. Tym razem jednak bardzo spokojnie zareagowała na słowa Władimira.

- Przez pięć dni będziesz głodować. Masz nie opuszczać pałacu. Jest to kara za twój brak posłuszeństwa - powiedział.

Jak banalnie to brzmiało w jej głowie, jakby nauczył się tego tekstu z filmów o wampirach. Kim on myśli, że jest? - zastanawiała się.

- Jak rozkażesz, panie - powiedziała drwiąco, czego on nie wychwycił, był tak bardzo zapatrzony w siebie.

Postanowiła, że pałac opuści jak tylko się ściemni, a wróci dopiero nad ranem, czym łamała kolejne zasady. NIe będzie cały czas polować, żeby się najeść wystarczy jeden dorosły człowiek. Resztę czasu będzie szukać nieznajomego. Nieznajomego wampira z tamtej nocy. Tego złodzieja.

Była pewna, że już go gdzieś widziała, nie miała pojęcia gdzie i kiedy, ale to musiało być bardzo dawno temu, w tym okresie z którego właśnie nie pamięta niczego. Kiedy go zobaczyła odniosła wrażenie jakby otworzyły się jakieś drzwi w jej pamięci. Niestety narazie tylko się otworzyły, za nimi jest ciemność, żeby ją rozświetlić musi go znaleźć.

Musi to zrobić jak najszybciej, nie wiadomo kiedy znowu będzie mogła opuścić pałac po zniknięciu na całą noc. Była to kolejna z idiotycznych zasad.

Już słyszała głos Władimira - masz zakaz bla bla bla...

O godzinie 23 już była najedzona. Posiłku nie musiała długo szukać. W zasadzie wcale nie musiała go szukać, jak tylko opuściła pałac dostrzegła samotnego mężczyznę na ławce w parku. Siedział i palił papierosa, nie wiadomo czy na kogoś czekał, czy gdzieś ktoś czekał na niego.

To tylko posiłek - myślała.

   Gdy wypijała krew, czuła na sobie czyjś wzrok, ktoś ją obserwował. Skończyła i podniosła głowę, z okna pałacu patrzył na nią jeden ze sługusów Władimira.

Nie pamietała jego imienia, to był jeden z tych nowych.

Ciekawe czy  to przypadek, czy kazał mnie obserwować - zastanowiła się

Ciało zostawiła pod drzewem, niedaleko ławki i szybko uciekła w głąb parku. Czuła się z tym źle, znowu musiała się chować. Chować się przed ludźmi, chować się przed wampirami. Nie do tego zostałam stworzona! - wybrzmiało w jej głowie

Sługus śledził ją dalej, nie skończyło się na obserwacji z okna. Popełnia błąd, jest młody, dopiero co zmieniony. Nie ma z nią szans i ona też nie ma zamiaru jakiejkolwiek szansy mu dawać.

Szybko doskoczyła do niego. Chwyciła go za kark i podniosła do góry, młody wampir nie był w stanie wydobyć słowa, nie był w stanie zrobić czegokolwiek co mogłoby go uratować . Bogna bez wysiłku oddzieliła głowę od reszty ciała. Była zdumiona swoją siłą. Jeszcze nigdy nie zabiła innego wampira. Co prawda był to tylko młody, dopiero początkujący wampir, ale jednak.

Później się nad tym zastanowi - postanowiła.

Ciało i głowę zostawiła na trawie, z dala od drzew, jak tylko zrobi się jasno, wszystko spłonie. Nie zostanie nic.



Borys wszystko obserwował z daleka, był podniecony i już nie chciał czekać. Koniec z cierpliwością - powiedział.

Spotkali się w świetle lampy, widzieli się dokładnie. Widzieli swoje postury, widzieli swoje twarze, widzieli oczy. Nie potrzebowali dużo czasu, żeby wiedzieć, żeby nabrać pewności kim są dla siebie. Musieli tylko przypatrzyć się twarzy i spojrzeć sobie w oczy.

I już wiedzieli, że nic ich nie rozłączy, a ci, którzy ich rozdzielili zostaną ukarani.



Niedaleko parku, w swoim mieszkaniu oglądając kolejne odcinki Żony Hollywood, siedziała żona Andrzeja. Napawała się wolnością, mogła robić co chce, więc to robiła. Całymi dniami siedziała przed telewizorem zajadając kanapki ze smalcem popijając je litrami herbaty. Zrezygnowała z informowania policji o zaginięciu męża - było jej tak przyjemnie...

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page