top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 2 sie 2025
  • 3 minut(y) czytania

W ostatnim czasie tyle odbyło się zebrań w tym pomieszczeniu, że Emil miał wrażenie, jak gdyby w nim zamieszkał. Zamiast siedzieć w wygodnym skórzanym fotelu w swojej bibliotece, studiując księgi i książki jakie w niej zebrał napisane w różnych językach, kolejny raz został zmuszony do zorganizowania zebrania. Został zmuszony, bo niewyobrażalną głupotą z jego strony byłoby dopuszczenie do sytuacji, gdy grupa wampirów organizuje tajne zebrania w jego mieście bez jego zgody i uczestnictwa. Tak więc, postawiono go w sytuacji bez wyjścia i w związku z tym nie ma zamiaru kryć się ze swoim oburzeniem.


- Co tak ważnego się wydarzyło, że po raz kolejny się spotykamy? Czy nie wyraziłem się jasno mówiąc, że spokój jest dla mnie priorytetową kwestią? - mówił władczym głosem stukając długimi paznokciami o oparcie fotela.

- Oj nie irytuj się tak Emilu! - mówił siedzący najbliżej niego Władimir, jedyny który mógłby w tej chwili się tak odezwać do starego druha. - Tak jak dla ciebie, i dla nas spokój jest sprawą najważniejszą i gdyby nie był zagrożony, nie prosilibyśmy o spotkanie w twojej wieży.

- Mojej wieży! No właśnie - Emil zaczynając od Władimira, spojrzał na każdego z uczestników. - A przychodzicie tutaj jakby należała do was! Czy moja gościna jest niewystarczająca? Czy mało wam pomogłem?

- Emilu Emilu! - błagalnym tonem odezwał się Władimir. - Co cię ugryzło przyjacielu? Może brakuje ci szlachetnej krwi w kielichu? Kiedy ostatnio uraczyłeś siebie krwią człowieka szlachetnego o nieprzeciętnym pochodzeniu co?

Emil delikatnie złagodniał co reszta licznego zgromadzenia dostrzegła i odetchnęła z ulgą.

- To prawda! W ostatnim czasie jedynie krew bezdomnych i pijaków spotkanych w brudnych i ociekających moczem i łajnem bramach warszawskich dzielnic widnieje w mojej diecie.

Wszyscy czuli to samo, siedzący obok Władimir doskonale rozumiał Emila, znał różnicę, wiedział jak smakuje krew księżniczki ze starego szlachetnego rodu i tak jak Emilowi brakowało mu tego. Tak jak i on krzywił się z obrzydzeniem przełykając krew bezdomnego smakującą jak szczurze szczyny. Tak jak i on jedynie chęć przetrwania zmuszała go do tych obrzydliwych, ale koniecznych czynów. Mogli albo wysysać krew z pijaka, albo zginąć. Wybór był prosty, jednak sentyment i pamięć o przeszłości pozostała w głowach starych wampirów. Siedzący dalej Borys i Bogna nie znali różnicy, a mimo to, tak jak ich starzy towarzysze krzywili się wbijając swoje ostre zęby w brudne i śmierdzące ciała swoich ofiar.

- No więc dobrze! Co to za wielka sprawa jest dla której musiałem opuścić moją bibliotekę? - zapytał już udobruchany Emil.

- Pozwól, że Ci pokażę - powiedział wyciągając swoją długą starą rękę Władimir w kierunku gospodarza.


Emil zerkał na niego podejrzliwie, wampiry od zawsze jedynie sprawy ważne i niecierpiące zwłoki przekazywały sobie częstując się wzajemnie krwią, co wypełniło jego ciało niepokojem. Gdy ostatni raz tego doświadczył doszło do wielkiej wojny, która rozgrywała się równolegle do Pierwszej Wojny Światowej, a on stracił w niej wielu swoich najlepszych wampirzych kompanów.

- Nie wiem czy tego chcę drogi przyjacielu! Może wolałbym żyć nie wiedząc o tym co chcesz mi pokazać!


I chciałbyś zamknąć się w swojej biblioteczce i w otoczeniu książek przeczekać to co jest nieuniknione! - pomyślała siedząca w milczeniu Bogna.


Emil przyglądał się zebranym, zerkał im w oczy dostrzegając w nich strach przed tym co nadchodzi, malowała się w nich też nadzieja, nadzieja na uporanie się z tym problemem jeżeli się zjednoczą. Od setek lat o tym nie myślał i pewnie wypadłoby mu całkowicie z głowy, gdyby nie ci młodzi wampirzy przyjaciele, nowi przyjaciele, którzy patrzą na niego tak samo jak setki lat temu młodzi ludzie, gdy był człowiekiem i na jego zajęcia na uniwersytecie z filozofii przychodzili studenci i studentki chcąc usłyszeć co ma do powiedzenia. Ze starego życia jedynie tego mu brakowało, tych chwil, gdy stał na podwyższeniu, przed setką zebranych, dzieląc się z nimi swoją wiedzą.

- Niech będzie! - wbił zęby gwałtownie w rękę przyjaciela, a gdy skończył oni dostrzegli w jego oczach strach i podniecenie.

- Musimy się z nim spotkać! - powiedział do zebranych wstając z fotela niczym król ruszający na bitwę.


Komentarze


Krew na zębach
bottom of page