- Kamil Polka
- 4 paź 2025
- 2 minut(y) czytania
Perspektywa życia wiecznie, ponad ludźmi, sprowadzając ich do roli zwierząt w klatce, podobała się Alexowi tak bardzo, że ciężko mu było się zdecydować w jakim zespole powinien kontynuować swoje wampirze życie. Dotychczas, było mu wręcz wybornie, trwanie u boku Borysa i Bogny, którzy traktowali go jak brata, prawie jak brata, było o lata świetlne lepsze od tego, gdy był słaby i bezbronny, gdy jego posiłek składał się z serka wiejskiego i bułki.
Istniało jednak to „prawie”, które nieznośnie swędziało niczym świeżo ogolone jajka. „Prawie”, które uruchamiało się niepostrzeżenie, nagle, jak zaskakujący atak grzechotnika w wysokiej trawie. Kiedy to się zaczęło? Nie był pewien. Chociaż, przyparty do muru powiedziałby, że podczas często powtarzających się zebrań do jakich dochodziło w ostatnim czasie.
Zmuszony był wtedy czekać w holu, albo w poczekalni, albo w zamku. Więc czekał, czatował jak wartownik i myślał. I myślał, czy to jest w porządku. Czy to jest w porządku, że ktoś tam w środku, na zebraniu decyduje o jego życiu. Życiu które teraz podobało mu się jak nigdy przedtem.
Alex nie wiedział tego, nie był w stanie tego pojąc, zaprzeczyłby, nawet gdyby pokazano mu na to dowody. Bo jego myśli nie do końca należały tylko i wyłącznie do niego, zaraził się nimi w chwili, gdy pierwszy raz spojrzał Aleksandrowi w oczy.
Nawet wśród ludzi istnieją tak wybitne jednostki, tacy wielcy wodzowie, stworzeni do bycia wielkimi, którzy nie muszą nic mowić, żeby pokierować tłum w kierunku jaki im wskażą. Wchodzą tacy na scenę, albo wychodzą przed wielką bitwą wymachując mieczem przed pierwszy szereg, albo jedynie patrzą ci w oczy i ty już wiesz co masz robić.
Aleksander miał tę zdolność, moc bycia wielkim już w czasach w których ludzie zajmowali się jedynie hodowlą bydła i uprawą ziemi.
No i spojrzał taki wódz, pan i władca ciemności, partner Draculi w interesach o których tylko oni dwaj wiedzą i które tylko oni dwaj mogą w ogóle pojąć, spojrzał w oczy zwykłego świeżego wampirka, stawiającego swoje pierwsze wampirze kroki. I ten nie miał żadnych szans, musiał wpaść.
Udał się więc Alex do króla wampirów, jak gdyby szedł na rozmowę o pracę, albo na wizytę do urologa, zdenerwowany, przerażony. Siedział na ławce, jak w przychodni i czuł na sobie wzrok przybocznych żołnierzy Aleksandra. Przerażających, wbijających w niego swoje czerwone ślepia tak intensywnie, że mógłby przysiąc że czuje ból. Czuł się przy nich tak malutki, taki bezbronny, czuł się jak robak. Czego ja tu szukam? Zastanawiał się w swojej robaczej główce.
Król siedział w komnacie i nie mógł się zdecydować jak wykorzystać swojego gościa.
- Zabijmy go, panie!
- Zabijmy i podrzućmy tym nieudacznikom pod bramę.
- Albo zostawmy dla siebie! Niech nam służy!
- Dajmy mu obrożę, niech siedzi przy tobie jak pies.
- To zdrajca! Nie można mu ufać!
Aleksander stukał pazurami w podłokietnik wielkiego tronu i kazał jedynie wprowadzić Alexa do środka. Czy z niego wyjdzie? Postanowi w trakcie rozmowy.

Komentarze