- Kamil Polka
- 26 kwi 2025
- 3 minut(y) czytania
Borys siedział w fotelu z czarnej skóry wielkością dorównującemu łóżku w którym sypiał, a które zdecydowanie do małych nie należy. Między nim, a sufitem gdzieś tam wysoko w górze, wisiały na ścianach wielkie obrazy; Borys się nie znał, ale podejrzewał, że entuzjaści sztuki płakaliby ze wzruszenia mogąc je podziwiać.
Pewnie niejeden ekspert wykitował w tym pomieszczeniu podziwiając wystrój tego wnętrza, zanim ostre wampirze zęby wysłały go w wieczną otchłań, czy co tam jest.
Na przeciwko niego w milczeniu siedział Emil, żyjący w Warszawie od ponad dwustu lat. Wampiry teoretycznie się nie starzeją, jednak w oczach Emila dostrzegł Borys doświadczenie i zapis dwustuletniej historii. Stary wampir emanował mądrością, co pozwalało Borysowi zaufać mu niczym staremu profesorowi, staremu mistrzowi zen, albo staremu trenerowi boksu, który bierze chłopaka z ulicy, daje mu dach nad głową, uczy go jak żyć i jak nie żyć, po czym prowadzi go do zdobycia mistrzostwa świata w wadze ciężkej.
- Jak przeprowadzka?- zapytał warszawski ojciec chrzestny wampirzej rasy.
- Bez problemów, dziękuję, panie.- odparł Borys niczym oddany sługa.
Emil odsłonił zęby, ostre jakby dopiero co ostrzone na kościach swojej ofiary. Uśmiechnął się, a nie był to uśmiech złowrogi. Był to czarujący, szelmowski uśmiech jak u księcia z dworu Sobieskiego łamiący serca dam dworu.
- Jestem twoim panem?- zapytał Emil.
W komnacie nie było nikogo, Emil zaprosił Borys na spotkanie przy użyciu kodowanej wiadomości mailowej, zależało mu na dyskrecji. Tego Borys był pewien. Ale co jeszcze, zastanawiał się.
- Pozwoliłeś mi i moim przyjaciołom osiedlić się na twoim terenie. Wiedząc o naszych kłopotach, o ściganiu nas przez Władimira i jego wampirach. Więc tak, jesteś moim panem.- powiedział z dumą.
- Widzę, że nie mierzi cię to. Dlaczego? Zastanawiałeś się nad tym?
Borys nie miał zamiaru być nieszczerym, nie wiedzieć czemu mógłby zwierzyć mu się ze wszystkiego; gdyby w tej chwili Emil kazał mu walczyć u swego boku, zrobiłby to.
- Nie wiem, nie mam pojęcia.- przez chwilę badał wyraz twarzy starszego wampira, cokolwiek w niej było ukryte, nie był w stanie tego odczytać. - Mam jednak wrażenie, że ty to wiesz mój panie.- powiedział wreszcie.
- Przestań z tym panem. Gdy jesteśmy sami, mów mi Emil lub przyjacielu. Bo jesteśmy przyjaciółmi, nie sądzisz?
- Jestem pewien, że tak. Ale dlaczego?- ciekawość Borys wzrastała z każdą chwilą.
- Bognie podoba się zamek? Podoba się stolica?- zmienił temat gospodarz.
- Bardzo, jest zachwycona, twierdzi, że czuje się tu jak w domu, co jest dziwne bo jesteśmy tu zaledwie tydzień. Dlaczego pyta o Bognę?
- Fantastycznie, zależy mi na tym, żebyście się czuli dobrze, jak w domu. - wyraz twarzy zmienił się teraz na groźniejszy, Borys był jednak pewien, że nie względem niego.
- Wiesz dlaczego chciałem się z tobą widzieć?- był ciekaw bystrości umysłu swojego gościa.
- Władimir chce się spotkać. Musi ciebie prosić o zgodę, jako, że jesteś panem tych ziem.- odparł Borys.
- Panem tych ziem, ładnie to ująłeś.- odparł Emil. - Zatem umówimy zebranie, proszę, żebyś w pełni mi zaufał, jesteśmy przyjaciółmi. Nie jesteś moim dłużnikiem, ja nie jestem twoim panem. Zaufaj mi jak staremu przyjacielowi. Czy jest to dla ciebie problem?
- Żaden problem. Dziękuję.
- Na podziękowania nadejdzie pora później. Idź już do swoich przyjaciół.
Borys wsiadł do swojego BMW z pewnością co do słów Emila dotyczących ich przyjaźni, zastanawiała go jednak nutka tajemniczości. Stary wampir ewidentnie wiedział o czymś ważnym.
Był środek nocy, czas wampirów i pijanych studentów. Borys jechał obok nich leniwie z rosnącym apetytem. Jakby wpuścić małego urwisa do sklepu pełnego cukierków, żelków i innych słodkości, którym mały człowieczek nie może się oprzeć. Stanął niedaleko grupy imprezowiczów, chwiejących się na nogach i wrzeszczących zdeformowanym od alkoholu językiem do siebie, jakby stali na dwóch końcach boiska piłkarskiego. Zapomniał na chwilę o spotkaniu z Emilem, o ścigającym ich Władimirze i jego zgraji.
Był spragniony krwi, więc czekał na tego pierwszego mającego dość picia studenta żegnającego się z przyjaciółmi i udającego się samotnie w swoją ostatnią pijacką podróż.

Komentarze