- Kamil Polka
- 31 maj 2025
- 3 minut(y) czytania
Pomieszczenie do którego zostali wprowadzeni, było conajmniej kilka razy mniejsze od tego, które teoretycznie robiło im za poczekalnie. Było klaustrofobicznie małe i nie mogłoby się w nim zmieścić więcej jak czterech dorosłych mężczyzn, albo dwóch mężczyzn i dwóch wampirów, jak teraz.
Na środku tego niewielkiego pomieszczenia stał okrągły stół z dwoma krzesłami na przeciwko siebie, a pod jednym z nich Marek dostrzegł dwa grube łańcuchy przymocowane do podłogi, Tomek wskazał też na ścianę na której wisiały cztery identyczne zwisające jak złoto z cygańskiego karku.
- To jest pokój przesłuchań, służy do tego samego do czego służy takie pomieszczenie na normalnym, że tak powiem ludzkim komisariacie policji na jakim wy pracowaliście.- powiedział wyższy z wampirów, który ich oprowadzał.
- Nigdy nie byłem. - powiedział Tomek, jakby nigdy nic, jakby nie było to wcale dziwne, że gliniarz z kilkuletnim stażem nigdy nawet nie był w pokoju przesłuchań.
Dwaj krwiopijcy ubrani jak w reklamie adidasa, nie zareagowali na tę nowinę nawet mrugnięciem oka; wiedzieli o wszystkim co dotyczyło tych dwóch tutaj kadetów, nawet to, że Marek miał w swoim bytomskim mieszkaniu powieszony w sypialni plakat roznegliżowanego Brada Pitta, a Tomasz idąc spać, włączał sobie na najmniejszej możliwej głośności discopolowe hity.
Jedynie Marek zareagował na to pukając się w głowę palcem wskazującym, na co jego partner wzruszył ramionami dodając. - No co?
Było to drugie pomieszczenie po wielkiej poczekalni w jakiej siedzieli wcześniej, teraz długim korytarzem szli dalej.
- Pokażemy wam budynek, później podpiszecie dokumenty, odbierzecie wasze przybory szkolne i udacie się na odprawę.- zakomunikował niższy, ten bardziej władczy.
- Przybory szkolne?- zainteresował się Marek.
- Tak to nazywamy, zobaczycie. My mamy was tylko oprowadzić i dostarczyć całych do sekretariatu, gdzie czeka na was apetyczna sekretarka.- powiedział znowu niższy obracając się w ich kierunku ukazując błyszczące jak karoseria po polerowaniu zęby z uśmiechem casanovy.
Dwaj krwiopijcy zatrzymali się tak nagle, że obaj goście musieli wykazać się nieprzeciętna szybkością reakcji, aby nie wejść im na plecy.
- Po lewej i prawej stronie znajdują się tzw. pokoje obserwacyjne, wszystkie wyglądają tak samo, wejdziemy teraz do jednego z nich.- powiedział wyższy uśmiechając się wyraźnie.- Proszę przodem.- dodał przytrzymując czarne jak smoła drzwi.
Odnieśli wrażenie, że weszli do klocka; w pokoju nie znajdowało się kompletnie nic, jedynie puste cztery ściany, wszystkie pomalowane na czarno z wyróżniającą się błyszczącą podłogą, w każdą ścianę wmontowany był halogen oświetlając delikatnie niewielkie pomieszczenie.
Drzwi się zamknęły i stali teraz we czworo na środku pokoju.
Napięcie rosło. Marek poczuł spływający zimny pot po plecach, Tomek miał ochotę krzyknąć i wybiec z tego dziwnego pomieszczenia niczym Struś Pędziwiatr.
Na pierwszy rzut oka, normalny pokój. Jedynie ta cisza, te uśmiechy dwóch wampirów czekających na coś, co za chwilę ma się wydarzyć.
Dwaj koledzy, świadomi obecności dwóch drapieżników, będący pierwszy dzień w nowej pracy w której w dalszym ciagu nie wiedzą czym się będą zajmować byli coraz bardziej przerażeni.
Te kilka chwil w tym miejscu trwa zdecydowanie zbyt długo, w ich głowach pojawiają się już najgorsze scenariusze.
Obaj rzucą się na nich niczym puma na świnie w amazońskiej dżungli, myślał jeden, drugi przed oczami widział dwie krwiożercze postacie nachylone nad ich ciałami wysysające krew z tętnicy szyjnej tak swobodnie, jakby pili sok owocowy przez słomkę na plaży w Sopocie.
I tak nagle, jak zmiana pogody w górach, podłoga z czarnej błyszczącej zmieniła się w … szklaną. Marek padł na ziemię i skulił się do pozycji embrionalnej, Tomek zaczął skakać niczym skoczek narciarski na treningu podnosząc wysoko kolana raz waląc się prosto w brodę.
Dwa wampiry śmiejąc się głośno i klaszcząc w ręce jakby byli na mazurskiej nocy kabaretowej w Suwałkach nie mogąc się powstrzymać stają pod ścianą zachwycając się najśmieszniejszą sceną jaką mieli możliwość oglądania w tym pomieszczeniu.
Byli tacy co to wcale nie reagowali, byli tacy co uciekali pod ścianę stając przy niej plackiem, jakby stali na krawędzi urwiska, ktoś nawet zemdlał.
- Takich jak tych dwóch tutaj jeszcze nie było.- powiedział niższy.
Minęło pięć długich minut, zanim leżący wstał, a skaczący przestał skakać. Tomek wykończony treningiem podpierał się o kolana i patrzył teraz już swobodnie na niżej znajdujące się pomieszczenie, które było…celą. Marek robił to samo, jednak nie oddychał tak ciężko, jak jego kolega. Wpatrywali się na leżącego na pryczy …
- Czy to jest wampir?- zapytał Marek, Tomasz w dalszym ciągu próbował uregulować oddech.
- Najprawdziwszy.- powiedział ten wyższy.
Marek wpatrywał się jeszcze przez chwilę w postać leżącą na pryczy z bardzo silnym wrażeniem, że już ją gdzieś widział. Czy to jest?…

Komentarze