- Kamil Polka
- 5 kwi 2025
- 3 minut(y) czytania
Patrzył na odchodzącego partnera z kotłującą się myślą w jego głowie, czy aby nie pozwolić mu zapukać do wielkich drzwi domu wampirów.
Niech go zeżrą przeklęci krwiopijcy. Niech go pozbawią całej krwi jaka w nim płynie.
Zanim Marek zrobił trzy kroki, on zdążył już się zbesztać za swoje myśli. Kochał tego gościa, nawet, jeżeli w tej chwili działał mu na nerwy.
Ich relacja skojarzyła mu się z relacją pewnego seryjnego mordercy z USA, który mordując, gwałcąc i torturując kobiety po nocach, w dzień prowadził normalne, rodzinne życie ze swoją żonką w małym przytulnym domku. Kobieta przez wiele lat nie miała pojęcia, co wyczynia miłość jej życia w ramach swego hobby. Kochała go z całych sił, wtedy i nawet po tym jak służby specjalne wleciały z buta przez zamknięte drzwi krzycząc, Mamy cię zboku! Nawet wtedy, gdy w garażu znaleziono włosy jego ofiar w klaserze na znaczki. Nawet wtedy, nie mogła przestać go kochać.
Skoncentrował się z całych sił, jak dawno temu, gdy podchodził do egzaminu jako kandydat do policji. Chciałby być w tej chwili jak Jason Bourne, natychmiast w głowie ułożyć plan działania i tak samo szybko go zrealizować. Nic z tego. Pusto jak w portfelu przed wypłatą. Pozwolenie Markowi na to, co właśnie zamierzał zrobić było niebezpieczne, to wiedział na pewno. Zbyt niebezpieczne. Uruchomił koguta przypuszczając, że ten zawróci i wsiądzie do radiowozu.
Jednak nie jest tak pusto. Uśmiechnął się z zadowolenia.
Marek zatrzymał się niecałe pięć metrów przed bramą, obrócił i szybkim krokiem ruszył w drogę powrotną do radiowozu. Tomasz dostrzegł ulgę wypisaną na twarzy partnera, jak u dziecka, które nieprzygotowane siedzi w klasie przed testem, dowiadującego się o chorobie nauczycielki.
Nie wierzy, ale bał się jak cholerą. Bał się, ale poszedł.
- Jestem z ciebie naprawdę dumny stary - powiedział, gdy ten wsiadł do samochodu i trzasnął drzwiami z taką siłą, jakby chciał nimi otworzyć kokosa.
Minęły lata świetlne nim doszły do niego słowa partnera, jakby niewidzialna mroczna siła działająca na niego, gdy szedł w stronę zamku, dopiero teraz, powoli z niechęcią wypuszczała go ze swoich brudnych od zastygłej krwi szponów.
- Wie...wie...wierzę ci! - odpowiedział wyraźnie dygocąc na całym ciele.
Ze schowanej w ciemnościach między drzewami ławki, spoglądały na nich oczy dwóch mających łącznie chyba z osiem promili żuli. Niewiele widzący, za to jednak z pełną podziwu wyobraźnią dostrzegali w radiowozie dwóch znanych im gliniarzy zwanych na mieście jako głupi i głupszy obściskujących się namiętnie.
- Zenek, wyciągaj komure, zara bedo sobie obciągać. Nagramy to, znajdziemy jakiegoś hakiera i wciepniem do internetuf.
Zenek szybkim ruchem, jakby brał udział w pojedynku rewolwerowców na dzikim zachodzie wyciągnął z kieszeni nowego samsunga galaxy, którego znaleźli dziś w krzakach niedaleko ławki na której w kulturalny sposób popijali sobie tanie wino o wymyślnej nazwie sperma byka. Heniek patrzył na niego, chwiejąc się na nogach, jakby te były z plasteliny.
- No dalej Heniek, znaczy Zenek, jo jest Heniek - wybuchnął śmiechem i padł na twarz. Sperma byka okazała się za mocna.
Zenek był całkowicie skoncentrowany na robieniu zdjęć, nie bardzo widział co takiego fotografuje, ale ufał swojemu partnerowi od butelki.
Jeżeli on mówi, że głupi robił loda głupszemu to pewnie tak jest.
Radiowóz odjechał, a on dalej robił zdjęcia, jakby był fotografem na weselu. Dopiero, gdy bateria padła, co zakomunikował leżącemu na trawie koledze mówiąc - Klisza się skończyła - usiadł na ławce, wziął butelkę z resztką wina i tak zasnął, nie robiąc nawet łyka.
Następnego dnia telefon wrócił do prawowitego właściciela, co było wielkim sukcesem bytomskiej policji. Okazało się też, że w galerii ze zdjęciami jest ponad sto zdjęć z twarzą żula.
Heniek i Zenek spędzając dobę w izbie wytrzeźwień byli przekonani, że nigdy już nie wyjdą na wolność w związku z nieprzyzwoitymi zdjęciami jakie robili ubiegłej nocy dwóm policjantom.

Komentarze