top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 13 kwi 2025
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 18 kwi 2025

Nie mogli znaleźć lepszej kryjówki, jak najbardziej zaludnione miejsce w Polsce, gdzie ludzie przyjeżdżają i znikają każdego dnia; albo każdej nocy.

W momencie w którym przekraczali elektryczną bramę, która otworzyła się odczytując najpierw tablice rejestracyjne, do ich wampirzych mózgów doszło, że to właśnie jest ta wybuchowa niespodzianka Borysa. Ich nowy dom.

Warszawski pałac przez dziesiątki lat opuszczony i niszczony przez czas i pogodę, przez szkodniki i bezdomnych, przez narkomanów i ciekawskich nieletnich. Zbudowany z cegły, gdzieś na początku XX w. należy teraz do Borysa. Do nich. Do Bogny, Borysa i Alexa.


- Kupiłem go w latach 80. Od tamtej chwili powoli remontowałem go. Nadszedł czas, żeby w nim zamieszkać. - powiedział Borys, gdy w trójkę w środku nocy stali przed pałacem i wpatrywali się w niego.

Blask księżyca i światło rzucane na pałac z dołu tworzyło na czerwonych cegłach płomienie; jakby cały obiekt stał w ogniu.


- Mamy swój własny zamek? - zapytał Alex.

- Yhy. Jak Dracula. - odpowiedział Borys.

- Niesamowite. Niesamowite. - Bogna.

Tej nocy nie polowali; siedzieli na jednej z ławek i wpatrywali się swymi zimnymi oczami w zamek, jakby z nim rozmawiali, zapoznawali się z nim. Taki pierwszy dzień w nowej szkole. Towarzyszyło im wtedy bardzo mocne uczucie przynależności do tego miejsca; zamek ten był od zawsze ich domem. Tylko wszyscy nie byli gotowi, żeby się spotkać. Nadszedł ten czas. Nowy czas.


- Nigdy nie byłem w Warszawie - powiedział Alex bardziej do siebie, niż do kogokolwiek innego. - Teraz będę mieszkał w warszawskim pałacu.


Bogna nie mogła tego powiedzieć, coś, gdzieś daleko w zakamarkach jej pamięci mówiło jej, żeby tego nie robiła, że bardzo dawno temu odwiedziła stolicę. Poczuła na sobie wzrok Borysa i odwzajemniła go. Byliśmy.


Zbliżał się wschód słońca i dopiero teraz weszli do środka przez ogromną bramę wielkością przypominająca wrota do jednego z zamków jakie odwiedzili będąc na Bawarii. Ta jednak otwierała się automatycznie.


- Jest to chyba najnowocześniejszy zamek na świecie, co Borys? - rzucił Alex zafascynowany jak pięciolatek podczas pobytu w Disneylandzie.

- Nie wiem, nie byłem we wszystkich, ale możliwe. - odpowiedział z dumą jakiej wcześniej u niego nie zauważali.

- Okna działają jak szkła w okularach przeciwsłonecznych, dlatego nie musimy się martwić słońcem w ciagu dnia. No chyba, że jakiś poszukiwacz wampirów postanowi zrobić dziurę cegłą. - kontynuował Borys.

- Popisujesz się. - Alex.


Borys wskazał im ich pokoje i obiecał następnej nocy po wcześniejszym się zapoznaniu z mieszkańcami Warszawy opowiedzieć kawałek historii związanej z ich nowym domem.

Legendy o tym jakoby krwiopijcy za dnia odpoczywali w swoich trumnach, można schować do szuflady; spali wygodnie w swoich wielkich łożach, identycznych jak te w których wielcy królowie, wraz ze swoimi królowymi, płodzili swoich królewiczów i królewny.



Zamek Miechowicki.


Gdy się ocknął, poczuł ciepło na swojej twarzy co ekspresowo go orzeźwiło i przeraziło jednocześnie. Leżał na plecach przywiązany za nogi i ręce skórzanymi pasami rozciągnięty, jakby robił anioła na śniegu. Przypomniały mu się czasy dzieciństwa, gdy był małym dzieckiem i wraz z matką i ojcem bawili się podczas mroźnej zimy. Widział ich twarze jakby dopiero wczoraj się z nimi rozstał; czerwone od mrozu i wykrzywione od bezustannego śmiechu.

Cieszył się, że przed śmiercią właśnie to wspomnienie ukazuje się mu przed oczami. Czasy w których był człowiekiem. Nienawidził siebie jako wampira i jedynie paniczny strach przed śmiercią nie pozwalał mu popełnić samobójstwa.

Teraz był gotowy.


Zbyt długo już taki jestem. Jestem gotowy.

Mamo, tato, idę do was!


Promienie słońca objęły go całego w jednej chwili; poczuł jakby potraktowano go miotaczem ognia. Światło nie było ostre, musiało się przebić przez chmury, co dla zdrajcy na wieży oznaczało tortury, a nie szybką śmierć. Jego ciało dymiło się zanim stanęło całe w płomieniach, jednak ból wcale nie był lżejszy. Wierzgał się jak mustang schwytany i zamknięty w zagrodzie. Czuł jakby na ciele gaszono jednocześnie tysiąc papierosów. I dopiero, po kilku minutach, gdy skóra, kości i mięso zamieniły się w popiół nie czuł już nic.


- Słyszałeś to?

Marek słyszał. Krzyk jakby, ktoś był palony żywcem.

- Nic nie słyszałem. Wydaje ci się.

- Co ty pieprzysz? To z pałacu, z wieży. Musimy sprawdzić.

Marek spojrzał na Tomka i dostrzegł w nim strach.

- Wcale nie chcesz sprawdzić. Ja też nie. Jedźmy stąd.


Będąc później w swoich domach, leżąc w łóżkach i próbując odespać nocną zmianę w uszach dźwięczał im krzyk jak z horroru. Niczym człowiek żywcem wrzucony w płomienie, krzykiem próbował obudzić cały świat, tylko im nie daje zasnąć.

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page