top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 27 gru 2025
  • 2 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 4 dni temu

Małe płatki śniegu wirowały w chaosie, zupełnie bez jakiegokolwiek porządku. Jak gdyby wiatr był w trakcie dziwnego tańca, bez jakiejkolwiek koordynacji, bez zasad, bez rytmu.


Może te płatki nie chcą spaść na ziemię, na zbryzgany krwią balkon?


Stojąc na nim, Borysowi wydawało się, że księżyc daje mu jakieś znaki, przekazuje coś, to pojawiając się, to chowając za chmurami. Ale chyba tylko mu się tak wydawało. Ciało jego było wypełnione siłą i mocą o jakiej wcześniej nie myślał, z jakiej nie zdawał sobie sprawy.


Pod stopami krew utworzyła kałuże, z których cienkie strumienie pełzły do krawędzi, zapewne na chodniku pod nim tworząc ciemnoczerwone kleksy. Krew skapywała jak woda deszczowa z rynny podczas ulewy.


Z dołu wyglądał majestatycznie, jak król, jak zwycięzca, jak władca ciemności. Bogna widziała go przez chwilę, stojąc przy bramie obróciła się w jego stronę i zawiesiła na nim wzrok, jakby patrzyła na kogoś komu trzeba się kłaniać. Wiedziała, że właśnie doświadcza przemiany, jaka zachodzi w ciele jej brata. W jego mózgu, w jego świadomości.


Odkrywa kim ma być, właśnie uświadamia sobie, że nie będzie się kłaniać nikomu.


Teraz szła do niego, do ich małego zameczku, pałacu, w centrum Warszawy. Szła zadowolona z siebie, ale wcale nie bez lęku.


Wszyscy mężczyźni byli tacy sami, w pewnym momencie wydaje im się, że królują nad wszystkimi innymi i wszystkim im ego wystrzela w niebo jak petardy w Sylwestra.


Ciekawość w towarzystwie strachu i podniecenia kazały jej spotkać się z bratem, nawet jeżeli zruga ją tak, jak starszy brat mógłby to zrobić młodszej siostrze.


- Przyjemną mamy noc - powiedziała, gdy stanęła już obok niego, na balkonie z którego krew nie przestała ściekać.


Milczał, ale dostrzegła ledwie dostrzegalny uśmieszek na jego bladej twarzy.

- To był twój plan? - zapytał.


Spodziewała się tego pytania, miała na nie gotową, nieskomplikowaną odpowiedź. Teraz jednak, połknęła język. Spojrzał na nią, uśmiech nie zniknął, oczy raz były czarne, raz świeciły blaskiem księżyca niczym dwie wybuchające na niebie bomby. Jej strach nie zelżał, przybrał na sile. Jest nieodgadniony - pomyślała.


- Noo, był - wyszeptała.


Zerknął nad jej ramieniem. W salonie leżało tyle ciał, co po małej bitwie. Nie widziała jednak w nim żalu, wyrzutów sumienia, ani niczego, co pojawiłoby się w starym Borysie. Tamtego Borysa nie ma.


- Teraz powinnaś mi powiedzieć dlaczego.

- Nie wiem.

- Nie wiesz?


Wzruszyła ramionami i wolno, starannie dobierając słowa, zupełnie jak nie ona, wytłumaczyła bratu, co takiego zauważyła w nim w chwili, gdy Alex ich opuścił.


- Wiesz, że to dużo zmienia, prawda?


Pokiwała głową.


Borys odwrócił się od niej. Spoglądał w księżyc. Bogna w swoich pamiętnikach napisze później, że wydawało jej się, że rozmawia z nim, z tym księżycem.


- Nie chcę, żeby kiedykolwiek ktoś pomyślał, że to ja jestem tym ważniejszym, rozumiesz? Nie chcę, żeby myśleli, że mianowałem się królem wampirów. Jeżeli tak uważasz, zostaw to dla siebie. Jesteśmy sobie równi. Zawsze będziemy, kapujesz?


Pokiwała głową. Jednak nie do końca rozumiała.


- Co zrobimy z tym? - zapytała wskazując palcem na zabitych przez niego ludzi leżących na dywanie jak po zakrapianej mocno imprezie.

- Poczekamy. Ci co wstaną zajmą się resztą - rozkazał.

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page