- Kamil Polka
- 30 mar 2025
- 3 minut(y) czytania
- Wypieprzaj mi z gabinetu, zanim wyrzucę cię na zbity pysk i jedynie na bal przebierańców będziesz mógł ubierać policyjny mundur - usłyszał od szefa w odpowiedzi na prośbę o zmianę partnera.
Była noc i siedzieli razem z Tomkiem w radiowozie na przeciwko Zameczku Miechowickiego. Była to ich stała miejscówka na nocnej zmianie, czasami jedynie zrobili objazdówkę po okolicy by znowu wrócić w to samo mroczne miejsce.
Niestety, ale po absolutnie pozbawionym jakiejkolwiek logiki wyznaniu Tomka o rzekomym wampirzym świecie i jego pracy w tajnej policji, Tomasz nie krył się z ich działaniami i Marek zadawał sobie w duchu pytanie, czy aby nie od zawsze ten rejon nie był wybierany właśnie ze względu na niesamowicie dziwne dziwactwa jego partnera.
I w tej właśnie chwili obserwowali zameczek w którym, według tajemniczego źródła odbywała się jakaś narada, czy zebranie wampirów.
Pewnie tym informatorem jest zombie albo upiór z opery, albo Brad Pitt i Tom Cruise. To jest jakiś żart. Co ja tutaj robię? To się nadaje do czubków.
Patrzył przez szybę pasażera na dwóch żuli siedzących na ławce w mroku. Wyraźnie widać było zarys co chwilę dźwiganej butelki do ust, mimo, że były to tylko ciemne plamy na tle jeszcze ciemniejszego parku. Na krótką chwilę w głowie pojawiła się myśl o rzeczywistym istnieniu krwiopijców. Widok żuli i myśl o tym jakoby miał do emerytury ganiać tych opętanych alkoholizmem przestępców sprawia, że chciałby, aby jego partner miał rację.
Zerknął na Tomka, którego wzrok był skierowany w kierunku zameczku. Minę miał poważną, jak nigdy. Jakby był zaangażowany w jakąś wielką sprawę. Poza tym zmienił się i tylko na komisariacie był tym samym co wcześniej lekko przygłupim policjantem. Po wyjściu z posterunku, gdy zostawali już sami zmieniał się diametralnie i ze śmieszka z którym tak świetnie mu się pracowało do tej pory, stawał się jakimś świrusem z twarzą ponurą jak u Jasona Stathama.
A może jednak ma rację? A co gdyby? Nie, cholera nie. To jest tak głupie, że aż wstyd o tym mówić. Ale on wygląda tak poważnie, jakby to, to było na serio. Nie, nie możliwe.
Gdy, chciał zagadywać do niego jak jeszcze miesiąc temu, tamten tylko dźwigał rękę jak Don Corleone dając mu znak by milczał. Więc zazwyczaj milczał obserwując żuli lub przeczesując internet w poszukiwaniu coraz to dziwniejszych odkryć i wiadomości ze świata.
Tomek nie zareagował nawet wtedy, gdy Marek opowiedział mu o policjancie, któremu uciekł wandal.
- Słuchaj to. W Sosnowcu podpalono sąd, pewnie jakiś wkurzony obywatel co nie? - Tomek jak snajper z Iraku wpatrywał się w dalszym ciągu w mrocznie wyglądający zameczek w którym o dziwo paliły się wszystkie światła. - No nic, więc słuchaj, policjant, który pracował w sądzie. - zamyślił się na chwilę - Nie wiedziałem, że w sądzie pracują policjanci. Ochroniarze sobie nie dają rady? - Dobra, więc dostał wezwanie na tyły sądu gdzie jakiś podpalacz podpalił śmietnik. Cały budynek został ewakuowany, wszystkie rozprawy przerwano, ludzie stali przed gmachem na chodniku i nie wiedzieli co się dzieje. Alarm przeciwpożarowy był włączony. - spojrzał na partnera pochłoniętego obserwacją i nie dającego żadnego znaku ani czy słucha, ani czy oddycha, ani czy żyje i jedynie upewniając się, że siedzi obok co musiało mu wystarczyć kontynuował dalej. - Przy śmietniku stało dwoje świadków i dodatkowo w oknie była jakaś kobieta, którzy wspólnie wskazali kierunek w którym zbir uciekł. I słuchaj dalej. Sprawcy nie złapano. Sądowy gliniarz twierdził, że nie był w stanie go złapać, tak szybko się zmył. Wszystko fajnie pięknie, ale wściekli świadkowie, co się w sumie nie dziwię, rozesłali po internecie filmik na którym widać jak podczas ich rozmowy z super gliną, piroman oddala się … o kulach. Rozumiesz?
Tomek nie rozumiał, a przynajmniej takie odniósł Marek wrażenie i w dalszym ciagu nie odzywając się ani słowem, a jedynie wpatrywał się w zamek usytuowany między wielkimi drzewami, ozdobiony cieniami narzuconymi przez światła padające z wielkich lamp stojących jak strażnicy wokół króla.
Marek podążając za wzrokiem kolegi doszedł do wniosku, że w filmach o wampirach inaczej wyglądają zamki. Są upiorne. Tak straszne jakby zbudowane cegłami sprowadzonymi prosto z piekła. Jakby sam diabeł był Bobem budowniczym wykonującym swoją robotę pod wpływem LSD.
Ten pałacyk taki nie był. Owszem, otoczenie było ponure, bo przecież była noc, a wokoło rosły wielkie drzewa przypominające wychudzone ogromne upiory. Jednak sam pałac sprawiał wrażenie magicznego. Brakowało tylko księżniczki w ostatnim oknie i księcia na białym koniu - pomyślał.
Mając tego serdecznie dość, wyszedł z radiowozu i śmiałym krokiem z zamiarem zaprzestania tego nonsensu ruszył w kierunku dużych drzwi wejściowych.

Komentarze