- Kamil Polka
- 14 gru 2025
- 2 minut(y) czytania
Zaktualizowano: 7 dni temu
Chodzę jak ten upiór. W środku czuję wstręt do samego siebie i co najbardziej mnie martwi, nie potrafię dostrzec sensu w tym wszystkim. W moim istnieniu, trwaniu w tej postaci. Od chwili, gdy wyskoczyłem z tego okna, gdy opuściłem swoich przyjaciół, pochłaniała mnie jedynie myśl o śmierci.
Co mam teraz zrobić? - pytam samego siebie.
Minęło wiele dni, a ja dalej nie wiem. Minęło wiele nocy, a ja dalej samotnie mieszkam w ciemności, tej zewnętrznej i przede wszystkim, tej wewnątrz siebie.
Myślę o śmierci, ale jednak poluję. Może nawet bardziej jak przedtem. Częściej niż wcześniej zabijam dla zaspokojenia czego? No właśnie. Dla zaspokojenia własnego głodu? Nie jestem aż takim durniem, takim naiwniakiem. Zabijam bo spodobało mi się to, bo odnalazłem w tym jakąś niezrozumiałą satysfakcję. Jakbym się w czymś spełniał, jakby odnalazł swoje powołanie.
Może o to w tym chodzi. Tak bardzo gardzę soba, tak bardzo nie powinienem być wampirem, właśnie dlatego, że tak bardzo mi się to podobna.
Nie wiem czy to ma sens. Może jestem pierwszym w historii wampirem z problemami psychicznymi. Powinienem usiąść na kozetce, położyć się i patrząc w biały sufit opowiedzieć co mi ciąży. Dlaczego nie?
Nawet znalazłem taką jedną. Całkiem przypadkowo tak piękną, że mógłbym się w niej zakochać. Już z daleka ją czuję, słodki zapach perfum zmieszany z gorącą wonią krwi, płynącą powoli w jej żyłach. Rzuciła na mnie urok nawet o tym nie wiedząc. Uwiodła mnie będąc tego nieświadomą, jak pewnie nieświadoma jest istnienia w ogóle istot takich jak ja.
Obserwuję ją nocami. Jak przychodzi wieczorem do domu, karmi kota, zrzuca długi płaszcz, czarny, szykowny, pasujący do niej jak ulał. Z lodówki wyciąga warzywa, przygotowuje je w pięć minut i siada ze skrzyżowanymi nogami na sofie przed telewizorem. Telewizor włączony, ona jednak nawet na niego nie patrzy. Spokojnymi ruchami zjada sałatkę, z kotem domagającym się uwagi, ocierającym się o jej nogi, podkurczone, zgrabne nawet, gdy takie wygięte.
Ciężko znaleźć ją w sieci, ale mam. Ubogi profil prywatny na insta i bogaty drugi, zawodowy. Nie jest zwyczajną lekarką, jest psychiatrą dla bogaczy. Nie byłoby mnie na nią stać nigdy w życiu.
Od kilku nocy w głowie układam plan wtargnięcia do jej gabinetu. Przed samym zamknięciem mógłbym czekać w poczekalni, trochę jak natręt. Ale co tam. Zapisać się nie mogę. Wymagana jest przedpłata na którą miałbym gotówkę jedynie napadając na bank w centrum miasta. Albo na jakąś Żabkę.
Wybrałem najgorzej, ale inaczej nie mogę. Poza tym, podoba mi się. Trochę filmowo. Trochę romantycznie. Chociaż watpię, żeby ona w pierwszym odruchu tak pomyślała.
W mroku schowany, siedzę w salonie, czekam, aż po powrocie z pracy zrzuci płaszcz, pogłaszcze kota, weźmie kolację z lodówki i dostrzeże mnie siedzącego w jej salonie.
Co się może nie udać, Alex? No co?

Komentarze