top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 19 paź 2025
  • 3 minut(y) czytania

Krew lśniła na zębach jak rosa na liściach o poranku. Jej czerwony blask napawał go radością i pożądaniem. Mógłby patrzeć tak godzinami, dniami, przez wieki całe i cieszyć oczy. Czerwona lśniąca krew, jej krople na długich kłach były niczym rzadkie czerwone diamenty.


W pewnej chwili, tego nikt nie był w stanie stwierdzić na pewno, smakowanie, picie krwi, gorącej jeszcze, nie dawało takich doznań, jak gdy się jest młodym wampirem. Łaknącym jej niczym głodny lew antylopy. Te czasy odchodzą w niepamięć może po stu latach, może po czterech stuleciach, a może i później. Aleksander był już tak stary, że zdążył zapomnieć kiedy to było. Teraz pił jedynie by nie umrzeć.


Więc sala w której przesiadywał na swoim wampirzym tronie, każdego dnia i każdej nocy zamieniała się w małą arenę, na której mógł podziwiać, jak młode, jeszcze nie karmione ludzką krwią wampiry, pierwszy raz rzucały się do szyi leżących przed nimi ludzi. Ten widok cieszył jego starcze oczy, dawał mu rozrywkę.


Wprowadzano jednymi drzwiami wampira, drugimi człowieka i zostawiano ich samych sobie, aż jeden z nich całą krew drugiego wyssie, zostawiając tylko tyle, żeby nie został wysuszony odpad, nadający się jedynie na wysypisko. Jeżeli człowiek miał szczęście, za dwa dni sam stanie po drugiej stronie ringu, jednak z dłuższymi zębami i niepohamowanym apetytem na ludzką krew.


Aleksander nawet nie zwracał uwagi na Alexa, młodego zdrajcę, który za zadanie miał dostarczać ludzi. Jedynie dziwiło go i chyba nigdy nie przestanie, jak to jest, że zdrajcy zdradzają, później myślą i robią wszystko, żeby zapracować na zaufanie nowego pana, którego zdrajca już nigdy nie jest w stanie osiągnąć. W tej kwestii ludzie są tacy sami jak byli pięćset lat temu. Durnie!


Alex wprowadził młodego chłopaka, którego zwabił wczorajszej nocy pod pretekstem wspólnego picia i zostawił na przeciwko świeżego wampira. Chłopak był tak młody jak on, trochę do niego podobny i ładnie podchmielony. Nie było żadnego problemu, by nakłonić go do wspólnego chlania. Sprowadził już trochę świeżej krwi dla rozrywki swojego pana i zawsze dostrzegał te świecące się oczy po tym jak zdradzał, że zaprasza do zamku. Częstował drinkiem, albo dwoma i przy delikatnej muzyce, w towarzystwie innych wampirów, czekano aż ofiara spokojnie odpłynie, ululana jak bobas w kołysce. Gdy się budzili w wielkim, wygodnym łóżku, nawet przez chwilę nie myśleli o niebezpieczeństwie. Bo i czemu miałoby tak być? Alex widział w tych kobietach i mężczyznach takich samych zagubionych ludzi jakim on sam był kilka miesięcy temu. Jeżeli po tym wszystkim ockną się i poczują chłód w swoim ciele i smaka na krew, jak jeszcze kilka godzin temu na piwo, będą szczęśliwsi. Jak ja, pomyślał.


Zostawił go samego, kilka metrów od króla wampirów i cofnął się pod ścianę, w cień, tam gdzie miała przebywać większość. Jedynie wybrani mogli stać w pobliżu Aleksandra, jedynie kilku mogło stać w zasięgu jego wzroku.


Zdezorientowany młody stał tak przez chwilę, jednak całą jego uwagę pochłonęło wnętrze tego pomieszczenia. Wysokie sufity z kolorowymi malowidłami, witrażami w oknach i wysokie filary podtrzymujące sufit niczym cztery kolosy wyraźnie robiły na nim wrażenie.


W oczach Alexa było to niesamowicie dziwne, nadawałoby się do podręczników o psychologi. Miejsce było podobne do każdego warszawskiego kościółka, pewnie w niejednym zamku był na wycieczce szkolnej, jednak stał tam i podziwiał. Bo to, że ktoś w takim miejscu mieszka, a on został do niego zaproszony na picie, nadaje mu jakiegoś magicznego uroku. Tak, zdecydowanie czeka go lepsze życie - pomyślał. Jeżeli przetrwa!


Gdy młody zorientował się, że ktoś stoi na przeciwko niego, że ma dziwnie czerwone oczy i przesadnie obnaża swoje długie kły, było już za późno. Wampirzy prawiczek dorwał się do jego karku z taką siłą, że trzask łamanego kręgosłupa słyszałby i głuchy kilometr dalej. Niczym kleszcz wbił się w ciało młody wampir i niczym on wyssał całą krew, aż zostało coś co z daleka wygląda jak zrzucona węża skóra.


Alex nie miał odwagi żeby zerknąć na Aleksandra, wiedział, że podczas ich pierwszego spotkania w tym właśnie pomieszczeniu, ledwie uszedł z życiem, a król do samego końca wahał się co z nim zrobić. Wiedział, że jego przyboczni również nie darzą go sympatią i jedynie czekają na pretekst, aby dorwać się do jego zimnego ciała. Robił co mu kazano, z pochyloną głową i nadzieją, że jakoś się przysłuży. Komukolwiek.

Wyszedł na środek i jedną ręką chwycił za kołnierz koszuli wysuszonego truposza, ciągnąc go po podłodze zatargał go aż do piwnicy w której wielki piec buchał ogniem niczym przebudzony wulkan. Bez żalu wrzucił go do środka i ruszył na kolejne łowy. By zaspokoić własny głód i zdobyć kolejną zabawkę dla swego pana.


Aleksander zadowolony z tego co zobaczył siedział nieruchomo jeszcze długo po tym jak został kompletnie sam. W młodym wampirze dostrzegał dobrego kandydata na typowego wściekłego psa spuszczanego ze smyczy. Jednak w jego głowie zaczęła kiełkować pewna myśl, interesująca myśl. Myśl, którą w odpowiednim czasie wprowadzi w życie wykorzystując zdrajcę. Uśmiechnął się krzywo i zamknął oczy, gdy je otworzy czerń na zewnątrz będzie już na tyle mocna, że kolacja na mieście stanie się możliwa.

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page