- Kamil Polka
- 16 lut 2025
- 5 minut(y) czytania
- Po jaką cholerę wy tam staliście bałwany za tą folią? Zrobiliście swoje, oddaliście miejsce zbrodni policji kryminalnej i mieliście wrócić na posterunek, złożyć raport, zdać broń i kurwa do domu, ale nie geniusze musieli stać wśród żuli i przyglądać się. Durnie.
Obaj stali w gabinecie szefa i słuchali kazania po tym jak w internecie zaczęły krążyć zdjęcia na których stoją za taśmą odgradzającą miejsce zbrodni od gapiów, wraz z żulami. Było to zaledwie dziś nad ranem, a już wszyscy o tym mówili. Internet nie śpi. Nie byli w takiej sytuacji pierwszy raz, wiele razy już gościli na dywaniku i słuchali jak w kulturalny sposób ich przełożony zwraca im uwagę, że coś zrobili nie tak jak trzeba. Ich dowódca, komisarz Igor Wydra przechadzał się tak po swoim gabinecie i wrzeszczał na nich tak głośno, że na całym posterunku było go słychać. Kiedy wykrzyczał wszystko co miał wykrzyczeć spojrzał na nich i nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jeden bawił się telefonem, a drugi rozglądał się po gabinecie jakby czegoś szukał.
- Co wy kurwa robicie?
Spojrzeli najpierw na siebie, potem na komisarza i dopiero po chwili Tomek schował telefon do kieszeni, a Marek z pełną powagą powiedział - Ma pan nowe zdjęcia na ścianach, bardzo ładne.
W tym momencie cała wściekłość znikła, opadły wszelkie negatywne emocje, po prostu się poddał.
- Weźcie sobie obaj tydzień wolnego, nie chcę żeby ludzie widzieli was teraz w mundurach i ja też nie chcę was oglądać. Wyjdźcie.
Wyszli z gabinetu i musieli się teraz zmierzyć ze swoimi kolegami i koleżankami. Gdy do niego wchodzili słyszeli tylko śmiechy i komentarze w stylu kretyni, idioci czy nieudacznicy. Teraz, wychodząc nie było śmiechów, tylko wściekłość i złość. Szybko opuścili posterunek i wsiedli do auta Tomka, starej Fiesty.
- Dlaczego oni są tak wściekli, przecież nic im nie zrobiliśmy?
Marek patrzył teraz na kolegę i zastanawiał się czy on jest na prawdę tak głupi czy tylko udaje. „Jak bardzo trzeba dostać w głowę, żeby być kimś takim?”
- Na komisariacie i tak są braki, w tym tygodniu będzie brakować dwóch policjantów.
- No i?
„Serio jest tak głupi”
- Ktoś będzie musiał robić nadgodziny, kumasz teraz? - Marek patrzył teraz Tomkowi prosto w oczy i widział jak ta informacja do niego dociera, jak jego mózg rozwiązuje zagadkę, jak źrenice się rozszerzają i jak na twarzy Tomka pojawia się uśmiech zwycięzcy.
- Idziemy na kawę i pączki? - zapytał po chwili ciszy, która według Marka była zdecydowanie za długa.
- Tam gdzie zawsze?
- Nie. Podjedźmy do tej kawiarni w pobliżu parku.
- Myślisz o tym co ja?
- O kawie i pączku? Pewnie.
- Czasami zastanawiam się czy ty jesteś takim idiotą na serio, czy tylko dla niepoznaki.
Tomek spojrzał na partnera i szeroko się uśmiechnął mówiąc - Co jest częściej?
- Remis.
Po dziesięciu minutach siedzieli już w kawiarni przy parku w którym dziś rano znaleziono zwłoki dziecka. To, że byli w cywilu nie pomogło, większość rozpoznawała ich, a nawet wskazywali na nich palcem. Tomkowi nie przeszkadzało to wcale, sprawiał wrażenie jakby go to nawet bawiło. Uśmiechał się, wyrażał chęć rozdawania autografów, czy robienia wspólnych zdjęć.
- Dlaczego zachowujesz się jak gwiazda filmowa, oni się z nas nabijają, przecież nie jesteś aż tak głupi, żeby tego nie dostrzegać - powiedział zdziwiony zachowaniem kolegi posterunkowy Marek.
- Dlaczego ty zachowujesz się jakbyś się przejmował tym co ludzi myślą lub mówią na twój temat? Wcześniej tego w tobie nie zauważyłem, co się zmieniło? Na prawdę irytują cię takie sprawy, czy chodzi o coś innego?
Tak na prawdę nie wiedział. Nie potrafił odpowiedzieć na to pytanie. Możliwe, że miał dosyć bycia policyjnym nieudacznikiem. Na komisariacie od pięciu lat byli obaj postrzegani jako ofermy. Często z nich żartowano i często nie były to bezpodstawne żarty. Sami je prowokowali, wprowadzało to namiastkę śmiechu do ich rutynowych działań, cały komisariat miał wtedy ubaw po pachy i nikt nie narzekał, no chyba, że zostali wysłani na przymusowy urlop i ktoś za nich musiał chodzić po nocy i wlepiać mandaty za picie i wozić śmierdzących meneli na izbę. Wydawało mu się, że nawet komisarzowi sprawiało przyjemność ciągłe wzywanie ich na dywanik i wyzywanie od najgorszych.
- Może chciałbym być poważnym policjantem?
- Nie wystarczy ci bycie tylko policjantem?
Tomek cały czas jadł jednego pączka, smakował każdy kęs, jakby każdy gryz mógł przynieść inne doznania, a on musiał poczuć je wszystkie.
- Nie rozumiesz, że praca policjanta może być przytłaczająca, może cię zniszczyć, jeżeli wejdziesz w rolę zbyt mocno - kontynuował Tomek - wolę być policyjnym komikiem, niż pozwolić, żeby ta praca powoli mnie łamała. Poza tym moje podejście do pracy ma też swoje plusy w pracy policjanta inspektorze Marku.
- Ciekawe jakie? A no tak, przymusowy urlop. Jesteś idiotą wiesz, ja nie wiem dlaczego tak długo razem pracujemy. Już dawno powinienem poprosić o innego partnera - gdy to powiedział zaczął wstawać i miał zamiar wyjść i udać się prosto na posterunek i prosić szefa o inny przydział.
- Siadaj! - powiedział zbyt głośno Tomek i w taki sposób, który zmusił Marka do posłuszeństwa.
- Nie sądzę, żebyś był gotów, ale nie dajesz mi wyboru. Nie jestem zwykłym policjantem.
- Jesteś policjantem komikiem, wiem.
- Pięć lat temu stworzono nową jednostkę policji, tajną. Takiej o której nikt ma nie wiedzieć, nawet sama policja. Nawet nasz komisarz nie wie, że coś takiego istnieje. Byłem świeżo po egzaminach policyjnych, które wypadły na tyle interesująco dla moich obecnych przełożonych, że zaproszono mnie na rozmowę na której pokazano mi pewne rzeczy. Powiedzmy, że rzeczy te były na tyle wyjątkowe, że nie mogłem odmówić i przyjąłem propozycję pracy, którą mi zaoferowano.
- Jacy przełożeni i jakie rzeczy? - zapytał Marek.
- Za chwilę. Idź zapłać za mojego pączka i powiem Ci kiedy będziemy w aucie.
Stojąc przy kasie Marek zastanawiał się co to może być. Jakieś polskie FBI, CIA czy coś w tym stylu. Nawet przez myśl mu nie przyszło, że Tomek, może sobie z niego robić jaja.
- Masz mi teraz wszystko opowiedzieć - powiedział kiedy byli już w samochodzie.
- Kto jest moim szefem, prawdziwym szefem zostawię dla siebie. Nie musisz, nawet nie powinieneś tego wiedzieć.
- No dobra, więc co to były za rzeczy? Te które cię przekonały.
Tomek patrzył na kolegę i z pełna powagą powiedział.
- Tylko zanim wybiegniesz z auta z myślą, że robię sobie z ciebie żarty zadzwoń do kostnicy i zapytaj o ciało chłopaka. Jak to zrobisz powiem ci to takiego.
Wyciągnął telefon i zadzwonił.
- Nie ma ciała, znikło - powiedział po krótkiej rozmowie z pracownikiem kostnicy.
- Tą rzeczą było ciało podobne do tego wczorajszego. Było to ciało wampira.
W tym momencie Marek wyskoczył z auta, trzasnął drzwiami i ruszył prosto na komisariat z zamiarem zmiany partnera. Nie mógł uwierzyć, że tak łatwo dał się oszukać.

Komentarze