top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 16 mar 2025
  • 3 minut(y) czytania

Cała komnata była po brzegi wypełniona młodymi wampirami. Byli wśród nich tacy co to z własnej woli zostali zmienieni, byli też tacy, którzy byli tylko przypadkowymi ofiarami ataku i tylko kilku wybrał sam Władimir jako idealnych kandydatów na swoich najbliższych żołnierzy. Straż przyboczną, której będzie mógł ufać w pełni. Doradców, którzy są zdolni do kreatywnego myślenia. Może i przyjaciół, którym będzie mógł powierzyć swe największe tajemnice.

Zanim największe pomieszczenie w pałacu wypełniło się wszystkimi jego podwładnymi dzień wcześniej odbył naradę z czterema jego wybrańcami.

- Mówcie - powiedział siedząc w swoim wielkim jak dla olbrzyma fotelu pijąc krew z wielkiego jak puchar kielicha.

Ivan, jego najbliższy i najdłużej mu służący wampir wystąpił by zabrać głos. Był wysokim, blisko dwumetrowym o twarzy arystokraty mężczyzną. Ofiary same do niego przychodziły, fascynował ich, tworzył wokół siebie aurę, której nikt nie mógł się oprzeć. W dawnych, jego człowieczych czasach był znakomitym rosyjskim adwokatem mającym za klientelę najzamożniejszych ludzi wschodniej europy. „Byłem pijawką, teraz dzięki Tobie jestem rekinem mój panie” - mawiał czasami do Władimira w towarzystwie innych, żeby wyrazić swoją wdzięczność.

- Wiemy, gdzie jest Bogna. Towarzyszą jej dwa wampiry. Jeden zwie się Borys, drugi to Alex.

Cała czwórka dostrzegła drgniecie na twarzy swojego pana. Było prawie niewidoczne i trwało ułamek sekundy, ale nie umknęło im to.

- Bogna i Borys. Rodzeństwo rozdzielone ponad sto lat temu odnalazło się, niewiarygodne.

Nastała cisza i jedynym odgłosem było postukiwanie długimi jak pazury niedźwiedzia paznokciami o prawie już pusty kielich który Wład miał postawiony na podłokietniku.

Cisza się przeciągała jakby nie miał im nic więcej do powiedzenia. Utkwił wzrok w kielichu i uśmiechał się do niego co zdumiało obecnych. Zaczęli wymieniać między sobą pytające spojrzenia. Nigdy, przenigdy nie widziano go uśmiechającego się. Był najbardziej ponurym wampirem jakiego świat widział.

- Panie!? - zagadnął Klemens, wampir o długich włosach jak u kobiety, twarzy brutalnej jak u barbarzyńcy i głosie tak cudownym jak u śpiewaka operowego.

- Cudowna romantyczna historia nam się tu tworzy moi mili.

Znowu zamilkł i przyglądał się swojemu kolejnemu dziecku, jak czasami o nich myślał.

Ivo został przez niego wybrany ze względu za swoje zdolności artystyczne. Jako człowiek był wspaniałym pisarzem, malarzem i rzeźbiarzem, a jako wampir mógł się swoimi talentami dzielić ze światem przez całą wieczność. Ivo-śmiertelnik chciał być anonimowym artystą, którego dzieła będą rozpoznawane wszędzie. Ivo-wampir stał się artystą, którego prace są znane na całym świecie pod różnymi pseudonimami. Jego rzeźby stoją w gabinetach prezydentów, królów i królowych. Jego obrazy wiszą w sypialniach najbogatszych, a jego teksty czytają nawet w szkołach dla elit.

- Ivo! Mój wspaniały artysto. Odłuż w czasie swoje zapewne niesamowite dzieła, którymi się teraz zajmujesz, czymkolwiek są. Proszę, abyś całą swoją uwagę poświecił tej właśnie sprawie.

- Panie, ale czym właściwie ona jest? Nie rozumiem. Nie będziemy walczyć? - pytał Juri lekko zawiedziony.

Wład szybko przeniosł wzrok na swojego wojownika, który na takiego wcale nie wyglądał. Z całej czwórki był najmniejszy, najbardziej delikatny i nawet  Ivo sprawiał wrażenie większego brutala. Juri został wampirem mając zaledwie 17 lat i w takiej postaci jest już od 90. Ma niebieskie jak woda w tropikach oczy, krótkie blond włosy czesane lekko na bok i usta wiecznie czerwone, jakby malował je szminką.

- Oj będziemy, będziemy. I co to będzie za walka, co to będzie za wojna. Będę potrzebował wszystkich waszych zdolności, każdego waszego talentu. - wstał z kielichem w ręku - Niech służba przygotuje iście wyborną kolację, dla mnie i moich czterech synów. Ma być gotowa za 2 godziny. Każcie też wszystkim wampirom zaspokoić głód. Muszą być silni jak nigdy dotąd.

Cała czwórka stała jak drzewa w lesie. Nigdy nie widzieli swojego pana w takim stanie, nigdy nie widzieli go tak podnieconego, w takiej euforii.

On nigdy nie widział, aż takiego zdumienia na ich twarzach, nawet w chwili wbijania swoich ostrych zębów w ich jeszcze wtedy ludzką i miękką jak pączek skórę.

- Moi mili, po kolacji wszystko wam wyjaśnię. Wszystko, albo nawet więcej. Odpowiem też z przyjemnością na wasze pytania. Klemensie weź proszę tego jak to się nazywa, laptopa, a ty Ivo notes. Do zobaczenia za dwie godziny, a teraz idźcie już - i machnięciem ręki jakby był jakąś divą dał im znak do opuszczenia komnaty.

Usiadł ponownie w fotelu, wtulił się w niego jak w tygrysie futro i dał się pochłonąć rozmyślaniom cały czas uśmiechając się w duszy jaka to piękna romantyczna historia jest tworzona.

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page