top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 16 sie 2025
  • 2 minut(y) czytania

Ledwie się powstrzymał. Prawie wypił wszystko. Nie dużo brakowało, a zwykła zachłanność pozbawiłaby go, jak myślał, cennego i ciekawego okazu, podwładnej, która ma nadzieję będzie mu towarzyszyć przez wieki.

Ten smak krwi, tak niespotykany w zepsutym świecie jaki zastał po przebudzeniu, tak przyjemnie spływający po gardle, niczym krew dawnych szlachetnie urodzonych.

Jeżeli przyjechał do Warszawy i nie uda mu się zmusić do służeniu mu przez grupę tych durniów i tak będzie zachwycony.

Poczuł się jak dawno temu, gdy każdy człowiek, którego kąsał miał w sobie jakąś namiastkę godną jego zainteresowania. Ta tutaj leżąca przed nim kobieta posiadała szlacheckie korzenie, w jej krwi wyczuwał staropolską iskrę, pewien był, że drzewo genealogiczne rozpoczyna się gdzieś w królewskich rodach.

To jednak było wszystko, zbyt wiele czasu minęło, zbyt wielu głupców mieszało się w związkach, żeby mógł dokładnie stwierdzić pochodzenie owej pani.

Zatrzymał się w warszawskim Bristolu, jedynym miejscu w którym nikt nie pytał go dlaczego ma takie długie paznokcie i dlaczego śmierdzi jakby wygrzebał się z ziemi. Nikt nie pytał, bo nikt nie pyta jeżeli ktoś płaci gotówką dziesięć tysięcy za noc i wciska recepcjoniście tysiąc napiwku. Wybrał pokój na ostatnim piętrze, taki do którego niepostrzeżenie będzie mógł skacząc przez balkon przetransportować zimną jak lód kobietę. Pomyślał, że pod tym względem nic się nie zmieniło i niczym deju vu zobaczył przed oczami setki razy w różnych epokach, gdy robił to samo.

Kobieta była już piękna, gdy ją widział w pociągu, lecz w chwili, gdy w pełni się przemieni jej urok będzie największą jego bronią i on nie będzie musiał zadowalać się marnymi pijakami z bram, a jedynie pijakami z salonów. To tam musi szukać swoich podwładnych. Nic mu po zwyczajnej chołocie.

Znowu pomyślał, że nic się nie zmieniło. Jako król wampirów mógł być wszędzie, mógł zabić każdego, był najsilniejszym drapieżnikiem na planecie Ziemia, a jednak i tak najlepszą bronią była piękna wampirzyca u jego boku. Wiele już takich posiadał, wiele już takich służyło mu do chwili, aż mu się nudziły i gdy wymieniał je jak garderobę.

Siedział schowany w mroku w drewnianym fotelu, obitym drogim materiałem zdobionym wzorami kwiatów i wpatrywał się w nią, wyczekując tej chwili, gdy nieznajoma piękność otworzy oczy i zorientuje się, że jest martwa i pragnie krwi jak wcześniej wody.

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page