top of page
tlo.png
  • Zdjęcie autora: Kamil Polka
    Kamil Polka
  • 7 gru 2025
  • 3 minut(y) czytania

Alex siedział przed nimi niczym niesforny syn przed rodzicami. Albo córka, która właśnie oznajmiła, że zaszła w ciążę po osiemnastce koleżanki. Że coś poszło nie tak. Że ten Mirek z jej klasy to „całkiem fajny gość”.

Stukał nerwowo stopą o podłogę, przygryzał wargę, wzrokiem uciekał wszędzie, byle nie spojrzeć w oczy Bogny, rozżarzone, ciskające gromy.


-Trochę nas zdradziłeś! - wyrzuciła.


Od chwili, kiedy wrócił do zameczku, Alex milczał. Zostawił tamtych dwóch przyjaciół Aleksandrowi. Dla jego uciechy. Dla zabawy. Jak prezenty pod choinką. Skazał ich na śmierć, jak chomiki oddane w ręce małego sadysty.

To właśnie zrobił. Tym teraz był. Potworem.

Co miał jeszcze powiedzieć?


- Co mamy z tobą zrobić? - pytała Bogna. -Nie możesz z nami zostać. Nie możemy ci ufać. Nie ma tu dla ciebie miejsca!


Borys był spokojniejszy, jakby mniej urażony. Jakby go to wszystko nie obchodziło. Ani razu nie spojrzał na Alexa. Milczał jak mnich w nepalskiej wiosce, pośród wysokich szczytów, pośród ciszy.


Bogna, kierowana starymi zasadami; tym, co obowiązywało, gdy w miechowickim zamku była teoretycznie podwładną Władimira, w myślach skazała Alexa na śmierć.

Takich jak on widziała już wielu: niesfornych, krnąbrnych, robiących po swojemu.

Sama taka była. Może nawet najgorsza. Najbardziej buntownicza.

Ale jej wydawało się, że to co innego. Ja jestem inna - powtarzała sobie.


Rodzeństwo stało przed nim jak za mgłą, za cienką jak skrzydła ważki kotarą. Twarze ludzi, tych wysłanych na śmierć, przemykały Alexowi przed oczami jak filmy na TikToku.

Powoli docierało do niego, albo tak mu się wydawało, że nigdy nie powinien być wampirem. Że nie powinni go przemieniać.


Dopiero po długich minutach ciszy spojrzał na Borysa. Tego, który pierwszy wbił zęby w jego szyję.


Borys zrozumiał od razu. Widział to już wcześniej, kiedy Bogna nerwowo krążyła po zamkowym pokoju. Kiedy Alex, z przerażająco smutnymi oczami, patrzył na okno, przez którego zasłonę przebijał księżyc, ginący za szybko płynącymi chmurami.

Wyglądał jak stary człowiek żałujący swoich czynów. Jak ktoś, kto pogodził się ze śmiercią, czekający na nią tak zwyczajnie, jak na śniadanie następnego dnia.


Borys kiwnął głową. Może to były przeprosiny. Może przyzwolenie.

Tak czy inaczej, Alex wstał. Podszedł powoli do okna i otworzył je.

Przez chwilę nasłuchiwał nocy. Wyostrzonym słuchem łapał stłumione krzyki ludzi. Inni, tacy jak on, wgryzali się w kolejne ofiary. Inni, tacy jakich on sam porywał, umierali albo stawali się potworami. Nową, lepszą rasą.


Nie podjął decyzji. Potrzebował czasu i przestrzeni.

Może przy Borysie mógłby to odnaleźć. Może odszukałby siebie, prawdziwego siebie.

Przy jego gwałtownej siostrze było to niemożliwe.

Przy niej zawsze czuł, że nic nie znaczy.


Odwrócił się. Spojrzał na nich, przyjaciół, wrogów, oprawców. Sam nie wiedział, kim są naprawdę.

Bogna, uspokojona, przestała syczeć pod nosem. Zatrzymała się kilka metrów od niego, gotowa do ataku.

Alex kiwnął głową. Tak samo jak przed chwilą zrobił to Borys. Jakby potwierdzał. Jakby osiągnęli jakieś porozumienie, które Bognie zupełnie umknęło.


Powoli, bez pośpiechu, bez cienia ucieczki w ruchach, wyskoczył z okna i zniknął w mroku.


Bogna chciała ruszyć za nim, choć nadal nie wiedziała, co z nim zrobić.

Borys złapał ją za nadgarstek. Zatrzymał bez wysiłku. Bez trudu.

Dopiero teraz zrozumiała jego siłę, tę fizyczną i tę drugą, czarną jak dwie plamy smoły w jego oczach.

Pierwszy raz dotarło do niej, że to on jest tym, któremu powinna czynić honory.

I pierwszy raz była gotowa to przyjąć.


Borys wiedział, że z Alexem jeszcze się spotkają.

Nie wiedział tylko, czy jako przyjaciele, czy wrogowie.

Miał nadzieję, że to drugie.

Komentarze


Krew na zębach
bottom of page