- Kamil Polka
- 7 wrz 2025
- 2 minut(y) czytania
Nikt nie zwrócił uwagi na fakt, że w warszawskich firmach, w biurach czy na uczelniach brakowało tego dnia więcej ludzi jak podczas pierwszego uderzenia covid. W każdym warszawskim biurze szef jest świadom, że poniedziałek rządzi się swoimi prawami. Każdy szef wie, żeby najważniejszych zadań na dany tydzień nie przekazywać swoim pracownikom w pierwszy dzień po weekendzie. Każdy warszawski szef wie, że aby pracownik był produktywny należy pozwolić mu od czasu do czasu zabalować w weekend. Więc dzień ten nie różnił się zupełnie niczym od wcześniejszych poniedziałków.
Lampka ostrzegawcza zapalała się komendantom posterunków policji, na które co kilka minut dzwonił ktoś zgłaszając zaginięcie swojego męża, żony, kolegi z pokoju w akademiku czy kleryka, który nie zjawił się w seminarium duchownym po wyjściu na niedzielnego drinka z grupą znajomych.
Zapalała się też tajnym pracownikom agencji walczącej z wampirami po tym jak zaobserwowano ubiegłej nocy wielkie ożywienie w klubach znanych z wampirzej klienteli.
W budynku w którym mieściła się siedziba tajnej organizacji, w samo południe miało się odbyć spotkanie, nadzwyczajne spotkanie, które nigdy wcześniej nie miało miejsca, a na którym miał się zjawić każdy kto w niej pracuje.
Tomek i Marek byli nim tak bardzo podekscytowani, że mimo, że z samego rana skończyli swoją standardową nocną zmianę, podczas której obserwowali bawiących się w jednej z dyskotek dzieciaków nie mogli zmrużyć oka. Wiedzieli, że dzieje się coś dziwnego w chwili, gdy zobaczyli tego starego wampira przeskakującego nad nimi którejś nocy.
- Myślisz, że szykuje się jakaś wampirza apokalipsa? - zapytał Marek znad filiżanki kawy.
Tomek ziewnął głośno nie zważając na siedzących dookoła ludzi. Kilkoro z nich odwróciło się w jego stronę, lecz nikt nic nie powiedział. I dobrze, był tak wykończony, że jedynie potrzebował pretekstu by zbluzgać jakiegoś niewinnego przypadkowego nieszczęśnika. Od wielu dni nie sypia, gdy kładą się w swoich łóżkach po nocnej zmianie, Marek zasypia jak po ciosie od Tysona, Tomek niestety nie może zmrużyć oka. Kręci się z boku na bok jak ryba po wyciągnięciu z wody, a gdy jakimś cudem uda mu się na chwilę zasnąć nawiedza go we śnie stary pomarszczony jak stare jabłko wampir. Czasami wydaje mu się, że go wzywa jak w tych wszystkich książkach o wampirach, Draculi i różnych tam stworach. Któregoś dnia, gdy miał szczęście i przysnął, obudził go dźwięk ruchów ulicznych, który wlatywał do mieszkania przez otwarte drzwi balkonowe. Wystraszył się nie na żarty, wyobrażał sobie później zwisające nad nim ostre kły i twarz krwiopijcy. Prawie trzasnął Marka w twarz w chwili, gdy ten wszedł wtedy z balkonu do środka oznajmiając, że musiał zapalić.
- Wyglądasz na zmęczonego - kontynuował Marek.
Tomek podniósł na niego wzrok i przekrwionymi oczami przeszywał go na wylot do chwili, aż ten zrozumiał bez słów, że tak, że jest zmęczony jak cholera i ma dość jego pieprzenia. Kawa smakowała jak gówno, czuł się jak gówno, siedzenie na przeciwko tego błazna było gówniane i tak, pewien był jakiejś mniejszej lub większej sprawy z wampirami. Każdej nocy widzieli coraz to więcej czerwonych oczu wyskakujących z klubów i parków. Zupełnie jakby wchodzili tam na przemianę.

Komentarze